Wycofanie projektu ustawy o kredycie konsumenckim i prace nad jego nową wersją to szansa, by zmienić zasady oceny wiarygodności kredytobiorców z korzyścią dla konsumentów – uważa Adam Łącki, prezes zarządu Krajowego Rejestru Długów (KRD). W studiu DGP na Forum Ekonomicznym w Karpaczu opowiedział on o wadach odrzuconych przepisów, wzorcach z Wielkiej Brytanii i USA, anachronizmach w badaniu zdolności kredytowej oraz roli biur informacji gospodarczej w budowie nowoczesnego systemu.
Wycofany w maju projekt ustawy o kredycie konsumenckim nakazywał wprawdzie instytucjom finansowym sprawdzanie wiarygodności klienta w dwóch bazach, ale zasady ich zasilania nie były jednakowe. Dane o zaległościach wobec banków i firm pożyczkowych miały trafiać do Biura Informacji Kredytowej w ciągu 7 dni, bez żadnych dodatkowych warunków. Przekazanie tych samych danych do biur informacji gospodarczej (BIG) uzależniono natomiast od spełnienia kilku dodatkowych wymogów, co w praktyce znacznie je opóźniało, a często wręcz wykluczało.
Co leży w interesie konsumentów
– Przy takiej konstrukcji przepisów jedna baza byłaby zasilana automatycznie, a biura informacji gospodarczej de facto tych danych by nie otrzymywały – wskazuje Adam Łącki.
Podkreśla, że prace nad nowym projektem powinny stać się impulsem do budowy rynku, na którym wiarygodność konsumentów ocenia wiele podmiotów. W Wielkiej Brytanii czy USA z powodzeniem działają obok siebie m.in. Experian, Equifax i TransUnion. Jak przypomniał prezes KRD, powołując się na wystąpienia podczas tegorocznego Europejskiego Kongresu Finansowego, konkurencyjny rynek biur informacji kredytowej sprawia, że kredytobiorcy płacą niższe odsetki. Kredytodawca, który trafniej ocenia ryzyko, nie musi go uśredniać, więc rzetelny klient nie dopłaca za mniej wiarygodnych. Za oceanem konsument może mieć kilka scoringów liczonych na danych różnych biur i na bieżąco je sprawdzać (np. w aplikacji myFICO), podczas gdy w Polsce nie ma wyboru, a algorytmy oceny pozostają dla niego nieprzejrzyste.
Paradoksy rynku kredytowego
Brak alternatywnych modeli prowadzi do paradoksów na rynku. Prezes KRD przytacza przykład dobrze zarabiającej osoby bez żadnych długów, która nie mogła uzyskać niewielkiego kredytu tylko dlatego, że nie miała historii kredytowej.
– To anachronizm, że w 2026 r. nie możemy rzetelnie ocenić wiarygodności konsumenta bez historii kredytowej, podczas gdy na zachodzie podmioty takie jak Equifax analizują dane z otwartej bankowości, badając realne przychody i wydatki – tłumaczy Adam Łącki.
Przypomniał również sytuację, w której klienci porównujący oferty kredytów hipotecznych byli karani spadkiem scoringu przy każdym kolejnym zapytaniu banku, co wymagało interwencji prezesa UOKiK.
– W nowym projekcie oczekujemy tych samych zasad raportowania do BIK i BIG-ów – mówi Adam Łącki.
Jego zdaniem jednak sama Ustawa o kredycie konsumenckim nie wystarczy do stworzenia w Polsce takich rozwiązań, jakie funkcjonują w Wielkiej Brytanii i USA, bo obecny stan prawny bazuje na rozwiązaniach sprzed blisko 30 lat. Prawdziwa reforma wymaga nowelizacji Prawa bankowego, a także Ustawy o udostępnianiu informacji gospodarczych i wymianie danych gospodarczych, by dać BIG-om dostęp do informacji o zaciąganych i prawidłowo obsługiwanych kredytach i pożyczkach oraz możliwość tworzenia na tej podstawie scoringów konsumenckich. Podmioty te, podlegające ścisłemu nadzorowi ministra właściwego ds. gospodarki, są przygotowane do zarządzania tymi procesami.
Adam Łącki zwraca uwagę, że na rywalizacji zyskałyby banki, zyskując trafniejszą ocenę ryzyka, oraz konsumenci, zyskując tańszy i lepiej dopasowany kredyt.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu