Bąk: Francuzi, was czasami trzeba po prostu opierniczyć
Gdy miesiąc temu zastanawialiśmy
się z żoną, gdzie moglibyśmy
wyskoczyć razem z dziećmi na
przedłużony weekend, kilkoro znajomych
zasugerowało nam Toruń. Jeśli mam być
szczery, to brzmiało to całkowicie nonsensownie.
Mniej więcej tak, jakbym w restauracji
zechciał zjeść soczysty stek z
argentyńskiej polędwicy polany sosem z zielonego
pieprzu, a kelner przekonywałby mnie, że lepszym
wyborem będzie mortadela obtoczona w psiej ślinie
i trocinach.