Choć pod względem liczby oddawanych mieszkań Polska jest w czołówce, do unijnych standardów wciąż nam daleko. Dlaczego Polacy muszą mierzyć się z jednymi z najdroższych kredytów hipotecznych, z jakiego powodu proces administracyjny w największych miastach trwa sześć lat i czy samorządy poradzą sobie z rządowymi planami opowiada Bartosz Guss, dyrektor generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich.
Jak podkreśla Bartosz Guss, problemu deficytu mieszkaniowego nie wolno bagatelizować, jednak próba wskazania jednego podmiotu odpowiedzialnego za kryzys jest pójściem na skróty. Mieszkalnictwo to skomplikowany ekosystem, w którym każdy uczestnik ma ściśle określoną rolę. Państwo odpowiada za ramy prawne oraz politykę mieszkaniową i podatkową, samorządy terytorialne tworzą warunki do lokalnego rozwoju, natomiast rynek, zarówno komercyjny, odpowiadający za 97 proc. mieszkań, jak i społeczny ma dostarczać lokale według potrzeb.
Lista barier na rynku mieszkaniowym
– Dostępność mieszkań to wyzwanie dostrzegane dziś w całej Unii Europejskiej. Kluczowe podmioty powinny usiąść do stołu i wypracować rozwiązania. Chociaż w Polsce buduje się rocznie od stu kilkudziesięciu do nawet dwustu tysięcy lokali, co daje nam miejsce w unijnym top 3, to statystyki pokazują, że jeszcze dużo nam brakuje. W Polsce 410-420 mieszkań przypada na tysiąc mieszkańców i wciąż wyraźnie odstajemy od średniej europejskiej. Tezy o tym, że istnienie pustostanów oznacza brak luki mieszkaniowej, są nieuprawnione – wskazuje Bartosz Guss, zwracając uwagę także na braki w metrażach i liczbie pokoi przypadających na osobę.
Główną barierą dla kupujących pozostają finanse. Ekspert zwraca uwagę na brak debaty o trudnych warunkach kredytowania w Polsce, do niedawna najwyższym, a dziś jednym z najdroższych w Europie oprocentowaniu oraz wymaganym 20-procentowym wkładzie własnym. Zasobność Polaków, jak podkreśla, nie pozwala na zakup lokali bez kredytu, co drastycznie ogranicza popyt.
Równolegle, jak wskazuje, na ostateczne ceny lokali ogromny wpływ ma paraliż urzędniczy. Z najnowszego raportu PZFD, obejmującego Warszawę i Kraków, wynika, że od zakupu działki do przejścia procedur administracyjnych mija blisko sześć lat. Potwierdzają to również szacunki unijne, według których przewlekłość procedur i biurokracja odpowiadają za 16proc. ostatecznych kosztów mieszkania.
Partnerstwo publiczno-prywatne z samorządami
Bartosz Guss odnosi się także do rządowych planów budowy 20 tys. mieszkań społecznych rocznie. Jako były samorządowiec wątpi, czy gminy posiadają kapitał, kompetencje i aparat organizacyjny niezbędny do czterokrotnego zwiększenia skali inwestycji, przypominając, że w samej Warszawie luka wynosi około 190 tysięcy lokali.
– Receptą mogłoby być partnerstwo publiczno-prywatne, w którym deweloperzy budują lokale, a samorząd zarządza zasobem – uważa Bartłomiej Guss, przestrzegając jednocześnie przed regulacją czynszów.
– W Holandii funkcjonują urzędowe stawki, a mimo to dostępność mieszkań jest tam najtrudniejsza. Regulacje dają krótkotrwały efekt, w dłuższej perspektywie rodzą turbulencje. Jedyną drogą do obniżki cen jest zwiększanie podaży na wolnym rynku – zaznacza. Wywiad został przeprowadzony podczas Kongresu Deweloperskiego w Gdańsku.
Wydarzenie organizował Polski Związek Firm Deweloperskich.
PAO
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu