Drugie mieszkanie w kurorcie nad morzem lub w górach

Krzysztof Florek, agencja LifeHouse
Krzysztof Florek, agencja LifeHouseDGP
20 czerwca 2008

Coraz więcej mieszkańców Warszawy decyduje się na zakup drugiego mieszkania w miejscowości wypoczynkowej. Lokal w kurorcie jest nie tylko sposobem na spędzenie urlopu, ale także dobrą inwestycją.

Myliłby się ten, kto spodziewa się, że mieszkania w atrakcyjnych miejscach nad morzem, w górach czy domy na Mazurach tuż przy brzegu jeziora są tanie. Od dawna najdroższymi polskimi miastami są Sopot i Jurata. Średnie ceny grubo przekraczają tam 10 tys. zł za metr kwadratowy. Podobnie jest w Zakopanem. Mieszkania i domy w ośrodkach wypoczynkowych przede wszystkim kupują mieszkańcy dużych miast. Ten popyt powoduje, że mimo spadku cen nieruchomości w całym kraju w kurortach chętnych do kupna nie brakuje i ceny na pewno nie spadają. Pod tego miejskiego klienta z Warszawy przygotowana jest oferta lokalnych firm deweloperskich. Osoby zainteresowane kupnem nieruchomości w miejscowościach atrakcyjnych turystycznie myślą nie tylko o własnym wypoczynku, ale też o wartości nieruchomości i ewentualnych dochodach z najmu.

Za granicą jest taniej

Dożyliśmy czasów, gdy ceny nieruchomości nad polskim morzem są porównywalne z tymi na wybrzeżu Costa Brava w Hiszpanii. Czasem nawet mamy do wyboru kupno mieszkania nad naszym wybrzeżem i domu nad słonecznym Atlantykiem. Nie wiadomo dokładnie, ilu Polaków decyduje się na takie inwestycje, ale na pewno jest to ponad tysiąc osób rocznie. Ryzyko takich inwestycji także istnieje, bo Hiszpania należy do krajów, które pierwsze w Europie odczuły skutki amerykańskiego kryzysu na rynku kredytów hipotecznych. Nieruchomości tam staniały, ale także w najmniejszym stopniu dotyczy to lokali położonych na wybrzeżu. Nawet jeśli te nieruchomości nie będą tanieć, to mamy w miarę pewny dochód z najmu, a sezon wypoczynkowy na południu jest znacznie dłuższy niż u nas. Równie atrakcyjnie położone są nieruchomości w Bułgarii nad Morzem Czarnym. Niektórzy eksperci sądzą co prawda, że powstaje tam za dużo nowych budynków i doszło tam do przeinwestowania, ale Bułgaria nadal jest względnie tania i geograficznie dla nas bardzo atrakcyjna, bo jest to kraj ciepły i leżący stosunkowo blisko Polski. Znacznie dalej, ale też taniej, jest w Egipcie. Nieduży apartament nad Morzem Czerwonym można kupić nawet za 25 tys. euro, czyli poniżej 100 tys. złotych. Jeśli jednak lokal ma być atrakcyjnie położony, to trzeba się liczyć z kwotą nawet z 2 razy większą. Biorąc pod uwagę spodziewany wzrost cen nieruchomości i dochody z najmu, taka inwestycja może się zwrócić nawet po 4-5 latach. Nie można jednak zapominać o ryzyku takich zagranicznych inwestycji. Można co prawda skorzystać z usług polskich pośredników, ale nigdy nie mamy pewności, czy firma na miejscu wynajmująca nasz lokal okaże się uczciwa. Są też ryzyka polityczne. Pamiętajmy, ze Egipt leży raczej w niezbyt spokojnym regionie świata. Jeśli myślimy także o własnym wypoczynku, to trzeba wziąć pod uwagę koszty przelotu, które z powodu rosnących cen paliw ostatnio bardzo szybko rosną.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: GP

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.