Równo 30 lat temu trysnęła ropa pod Karlinem. O ile ówczesna gorączka drugiego Kuwejtu minęła po kilku tygodniach, o tyle obecna wokół gazu z łupków i marzeń o drugiej Norwegii trwa już niemal rok i końca nie widać. Niestety nie widać też samego gazu. Tym razem także rozczarowanie może być bolesne.
Marzenia o drugim Kuwejcie pojawiły się, kiedy wieczorem 9 grudnia 1980 roku z odwiertu na Pomorzu wystrzelił 130-metrowy słup ognia o temperaturze 900 stopni. Był widoczny z odległości kilkunastu kilometrów. Przez miesiąc bezskutecznie walczono z pożarem, a cała Polska żyła doniesieniami o wielkiej ropie. Czytelnicy zasypywali „Życie Warszawy” i „Trybunę” propozycjami, jak wykorzystać bogactwo. No i drobiazg – jak ugasić ogień. Jeden z czytelników proponował z helikoptera nałożyć kopułę lub zasypać piaskiem, inny zaś zalecał obejście płonącego szybu ze świętym obrazem Matki Boskiej. Na miejsce przyjechali I sekretarz KC PZPR Stanisław Kania i przewodniczący „S” Lech Wałęsa. Z kolei reporterzy z zaangażowaniem opisywali miejsce katastrofy, gdzie okoliczna droga zamieniła się w lepką maź, a w sadach zakwitły jabłonie. Pożar w końcu ugaszono, jednak ropa zniknęła prawie tak szybko, jak się pojawiła. Ostatnia pełna cysterna odjechała z Karlina w 1983 r. To był koniec snu o wielkich bogactwach.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
