Reklama

"Protest wybuchnie spontanicznie, tak jak było to w Tunezji w 2011 roku. Czy to jest dobrze? Nie. Czy jest to nieuniknione? Tak" - oświadczył Wołkow.

Opozycjonista, który kierował siecią sztabów Nawalnego w miastach Rosji, wypowiadał się na konferencji organizowanej przez Uniwersytet Chicagowski. Jego wypowiedź przekazało radio Głos Ameryki. Wołkow tłumaczył, że obecnie protesty w Rosji nie są możliwe, bo władze coraz surowiej traktują demonstrantów. Ponadto trwają starania, by umieścić organizacje stworzone przez Nawalnego, w tym sztaby opozycjonisty, na liście organizacji ekstremistycznych.

Ostatnia fala demonstracji w obronie Nawalnego przetoczyła się przez Rosję w marcu, ale zebrała mniej uczestników niż 500 tysięcy, na które liczył wcześniej Wołkow.