Film „Wołyń” został w Polsce uznany za dzieło pokazujące prawdę historyczną o rzezi wołyńskiej. Prawdę, która wyzwoli Ukraińców i pozwoli na nasz autentyczny dialog z nimi. W rzeczywistości obraz Smarzowskiego, będąc artystycznie dziełem bardzo dobrym, ma do prawdy historycznej podejście selektywne i może przynieść odwrotny efekt dla relacji polsko-ukraińskich.
Obraz na temat ludobójstwa na Wołyniu powinien powstać wcześniej. Mógłby on, jeśli pokazałby prawdę idącą pod prąd zarówno polskim, jak i ukraińskim stereotypom, ożywić dyskusję na temat tej zbrodni. Niestety film Smarzowskiego nie jest takim dziełem. Utwierdza on stereotypy na temat Ukraińców i nie porusza niektórych trudnych kwestii lub robi to w sposób bardzo eufemistyczny. Film od samego początku jest oparty na pewnej subtelnej półprawdzie.
Zaczynają go słowa Jana Zaleskiego upowszechnione przez jego syna ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego „Kresowian zabito dwukrotnie – raz przez ciosy siekierą, drugi raz przez przemilczenie. A ta śmierć przez przemilczenie jest jeszcze bardziej okrutna od śmierci fizycznej”.