Ukrainka została rok temu uprowadzona przez separatystów i przekazana rosyjskim służbom. Komitet Śledczy oskarżył ją o naprowadzenie ognia ukraińskiej artylerii na grupę cywilów, czym miała się przyczynić do śmierci dwóch rosyjskich dziennikarzy. Kobieta nie przyznaje się do winy, a jej adwokaci twierdzą, że dowody zostały sfabrykowane.
Akt oskarżenia trafił do sądu w nadgranicznym miasteczku Donieck. „To miejsce jest niebezpieczne dla naszej klientki” - wyjaśnia w rozmowie z Polskim Radiem obrońca Ilia Nowikow. Podkreśla przy tym, że w mieście funkcjonuje „główny punkt przerzutowy dla bojowników, którzy idą z Rosji walczyć na Ukrainie”. Zaznacza też, że o ile Rosja kontroluje swoją stronę granicy, to po drugiej stronie nie ma już ukraińskich służb, ponieważ są to tereny zbuntowanych republik. „Można więc oczekiwać, że ci bojownicy, którzy z dumą mówią o tym, że strzelają do Ukraińców, zechcą napaść na Sawczenko i jej rodzinę” - wyjaśnia Nowikow.
Proces Nadii Sawczenko rozpocznie się prawdopodobnie 31 sierpnia. Ukraińskiej deputowanej grozi do 25 lat łagru.
Powiązane
Reklama
Reklama