Trzej izraelscy chłopcy, uprowadzeni 2,5 tygodnia temu na Zachodnim Brzegu, nie żyją. Władze Izraela potwierdziły, że odnaleziono ich ciała. O ich śmierć obwiniają Hamas i zapowiadają odwet.

Premier Benjamin Netanjahu nazwał tych, którzy porwali i z zimną krwią zamordowali dwóch 16-latków i 19-latka, "zwierzętami w ludzkiej skórze". "Odpowiedzialny za to jest Hamas i Hamas za to zapłaci" - powiedział Netanjahu.

"Przepełnił mnie głęboki smutek na wieść o zamordowaniu Naftalego Frankla, Gilada Shaera i Eyala Yifracha przez terrorystów z Hamasu" - oświadczył z kolei minister obrony Izraela Danny Danon. Wezwał do operacji "wyeliminowania Hamasu".

Palestyńska organizacja odpowiada groźbami. Zapowiada, że każda akcja wymierzona w Hamas będzie dla Izraela "otwarciem bram piekieł".

Wieczorem na nadzwyczajnym posiedzeniu zebrał się tak zwany gabinet bezpieczeństwa zwołany przez premiera. Benjamin Netanjahu powiedział, że "nie ma przebaczenia dla morderców dzieci i ich zleceniodawców" oraz, że "to jest czas na zdecydowane działanie".

Izraelskie władze od początku, od 12 czerwca, oskarżały o porwanie nastolatków radykalne palestyńskie ugrupowanie Hamas. Palestyńczycy zaprzeczali.

Trzy dni temu władze w Tel Awiwie podały, że zidentyfikowały dwóch należących do Hamasu mężczyzn, którzy mieli stać za porwaniem młodych żydowskich osadników. Poszukiwanie chłopców stało się największą od lat operacją izraelskiej armii na Zachodnim Brzegu.