Podczas wspólnego posiedzenia rządów Niemiec i Polski nie widzieliśmy, by premier Tusk składał kanclerz Merkel wiernopoddańczy hołd. Uroczystość odbyła się w Warszawie, gdzie to my byliśmy gospodarzami, nie zaś u stóp Bramy Brandenburskiej. Mówienie o niemieckiej dominacji czy niemiecko-rosyjskim kondominium jest bajdurzeniem. W dodatku obraźliwym dla Polaków.
Można przyjąć, że podpisany wczoraj pakiet celów na przyszłość nie oddaje naszych interesów, że Niemcy powinni zakopać Gazociąg Północny już teraz, a nie wtedy, gdy okaże się to konieczne. Uznać formalnie polską mniejszość, nie zaś tylko dać jej prawa i przywileje porównywalne z tymi, jakie my przyznaliśmy mniejszości niemieckiej. Można. Tylko po co? Jeśli dla poprawy sytuacji w tej materii, proszę bardzo, ale jeśli dla podważania generalnych zasad współpracy z Niemcami – nie ma zgody.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
