Przez Waszyngton przeszło w środę kilka antyrasistowskich i antypolicyjnych przemarszów. Nie doszło do poważnych incydentów; pod Białym Domem jest znacznie spokojniej niż podczas ubiegłego weekendu.
Reklama

Dostęp do ulicy przed parkiem Lafayette'a przy Białym Domu - głównego miejsca waszyngtońskich protestów - służby bezpieczeństwa zablokowały w środę pojazdami wojskowymi. Protestujący gromadzą się w oddzielnych grupach, w kilku ulicach prowadzących do parku.

Tłum podnosi ręce i w antyrasistowskim geście klęka przed funkcjonariuszami. Pojawiają się apele o wsparcie. Demonstranci przypominają, że w innych miastach USA policja symbolicznie dołączała do protestujących i apelują o to samo. "Zastanówcie się po której stronie jesteście" - pada często z tłumu.

W środę za dnia przez amerykańską stolicę przeszło kilka marszów potępiających przemoc policji wobec Afroamerykanów. Z balkonów mieszkańcy miasta oklaskami wyrażali swoje wsparcie.

Nie dochodziło do poważnych aktów wandalizmu. Sklepy w centrum miasta są jednak zabite deskami; większość albo jest nieczynna albo skraca godziny pracy.

Od godziny 23.00 (5 rano w czwartek w Polsce) w Waszyngtonie obowiązuje godzina policyjna.

Na skrzyżowaniach rozmieszczone są służby bezpieczeństwa, w tym agenci Federalnego Biura Śledczego (FBI). Oprócz nich w centrum można spotkać tylko pojedyncze grupki wracających do domu manifestantów.

Tysiące ludzi demonstrowały w środę w Nowym Jorku przeciw brutalności policji. Demonstranci zgromadzili się m.in. przed oficjalną rezydencją burmistrzów, Gracie Mansion. Wiele osób, które później nie podporządkowały się zasadom godziny policyjnej, trafiło do aresztu.

Protesty odbyły się we wszystkich pięciu dzielnicach. Na Manhattanie około tysiąca osób zebrało się przy wejściu do parku im. Carla Schurza, gdzie znajduje się Gracie Mansion, w której mieszka burmistrz Bill de Blasio i jego rodzina. Przez około pół godziny w milczącym proteście wyciągali w górę zaciśnięte pięści.

Jedna z protestujących, Afroamerykanka Wendy Victor, podkreślała, jak ważne było dla niej wspieranie manifestacji przez białych, młodych ludzi z okolicy.

„(Ludzie stąd) są znani ze swojego uprzywilejowania. Mają swoich portierów, dużo wolnego czasu. A zrozumienie walki (afroamerykańskiej społeczności - PAP) jest bardzo trudne” - zauważyła.

Podobną opinię wyraził mężczyzna na brooklyńskim Williamsburgu na widok maszerujących demonstrantów. „Po prostu podziękowałem tym białym ludziom za pomoc, ponieważ w przeszłości byli przyczyną problemów na tle rasowym” - powiedział.

Szczególnie zadowolony był, widząc wielu młodych. Jego zdaniem mogą przyspieszyć zmiany.

Dziesiątki demonstrantów maszerujących m.in. koło Central Parku, Aleją Lexington oraz Piątą Aleją aresztowano za złamanie godziny policyjnej. Jeden z demonstrantów pytany o powód aresztowania mimo pokojowego charakteru protestu usłyszał: „Jest po godz. 20 i dobrze o tym wiesz!”.

Do aresztowań dziesiątek ludzi, oburzonych zabiciem George'a Floyda przez funkcjonariusza z Minneapolis, doszło po godzinie policyjnej w brooklyńskim parku Cadman Plaza. Podczas konfrontacji policjanci spychali demonstrantów z rowerów.

„Mamy niewłaściwego prezydenta, niewłaściwego gubernatora i niewłaściwego burmistrza. (…) Co stało się z burmistrzem? Co stało się z człowiekiem, który ubiegając się o urząd, tyle zawdzięczał Afroamerykanom?" – pytał po proteście rzecznik praw obywatelskich Nowego Jorku Jumaane Williams, krytykując postawę policji i wprowadzenie godziny policyjnej.

Williams, który twierdził, że niektórzy protestujący i funkcjonariusze zostali ranni, obwinił o starcie tych ostatnich.

W centrum Brooklynu funkcjonariusze aresztowali około 12 pasażerów miejskiego autobusu. Niektórzy z nich krzyczeli, że nie zamierzają przestrzegać godziny policyjnej.

Do późnego wieczora nie było wielu doniesień o plądrowaniu. Wcześniej przez kilka dni z rzędu nagminne były grabieże towarzyszące protestom po zachodzie słońca.

Tymczasem w opublikowanym w środę liście otwartym ponad 230 obecnych i byłych pracowników burmistrza skrytykowało de Blasio. Obwiniali go m.in. o brutalność policji podczas ostatnich protestów oraz odmowę zajęcia zdecydowanego stanowiska w tej sprawie.

Biuro burmistrza odpierało zarzuty. Wskazywało m.in. na spadek wyrywkowego zatrzymywania i rewidowania (tzw. stop-and-frisk) uznanych za podejrzanych czarnoskórych oraz za posiadanie niewielkich ilości marihuany. Przypominało o wyposażeniu każdego biorącego udział w patrolu policjanta w kamerę oraz o spadku liczby więźniów do najniższego poziomu od lat 40. minionego wieku.

„De Blasio) współpracował ze zwolennikami reform, aby fundamentalnie zmienić policję w tym mieście i zakończyć erę masowo zaludnianych więzień. Na tym jeszcze nie koniec” – przekonywała rzeczniczka prasowa de Blasio Freddi Goldstein.