W najbliższy weekend Rumuni będą decydować w sprawie konstytucyjnego zakazu małżeństw homoseksualnych. Referendum dotyczące rodziny pomoże władzom w Bukareszcie odwrócić uwagę od problemów z praworządnością.
Z tym rządzący socjaldemokraci mają ostatnio mocno pod górkę zarówno w kraju, jak i za granicą. Ich plan rozsadzenia systemu walki z korupcją wywołał masowe protesty w kraju i zwrócił uwagę Brukseli. Jutro premier Viorica Dăncilă będzie musiała wytłumaczyć się w europarlamencie ze zmian w rumuńskim prawie utrudniających walkę z korupcją na szczytach władz. Rezolucję w tej sprawie eurodeputowani przyjmą w listopadzie. Może ona otworzyć drogę do zastosowania wobec Bukaresztu art. 7 unijnego traktatu, procedury dobrze znanej nad Wisłą.
Nadchodzące referendum to inicjatywa Koalicji dla Rodziny, zrzeszenia rumuńskich organizacji poza rządowych, które zebrały ponad 3 mln podpisów pod wnioskiem o plebiscyt. Była to znacząca liczba, biorąc pod uwagę, że do rejestracji wniosku wymaganych jest 500 tys. podpisów. W sobotę i niedzielę obywatele będą głosować za lub przeciw konstytucyjnej definicji określającej rodzinę jako związek kobiety i mężczyzny. Zgodnie z obecnym zapisem w rumuńskiej ustawie zasadniczej rodzina to relacja dwojga małżonków. Ewentualna zmiana jest tylko formalna, ponieważ już dzisiaj rumuńskie prawo nie uznaje małżeństw homoseksualnych. Utrudni jednak legalizację takich związków w przyszłości.
Reklama
By referendum było wiążące, musi w nim wziąć udział co najmniej 30 proc. obywateli posiadających prawo wyborcze. Przeciwnicy zmian w ustawie zasadniczej zarzucają rządzącym socjaldemokratom, że organizując dwudniowe referendum, sprzyjają zwolennikom zmian w konstytucji. W ten sposób więcej osób weźmie udział w głosowaniu, czyniąc wynik obowiązującym.
Zmianę popiera rumuńska Cerkiew prawosławna, która ma duży wpływ na rumuńską opinię publiczną. Według Instytutu Gallupa Rumuni są jednym z 10 naj bardziej religijnych narodów na świecie. 89 proc. określa siebie jako osoby wierzące i ten odsetek – wbrew trendowi w Europie – rośnie. Konserwatywni są mieszkańcy wsi, którzy stanowią blisko połowę rumuńskiej populacji.

Reklama
Front przeciwników nowego definiowania rodziny wzmocnił w zeszłym tygodniu wyrok rumuńskiego Sądu Konstytucyjnego, który orzekł, że pary homoseksualne mają takie samo prawo do prywatności i życia rodzinnego jak heteroseksualne.
Przeciwnikiem zmian w konstytucji jest prezydent Klaus Iohannis, przedstawiciel mniejszości niemieckiej, który podkreśla, że popiera otwartość względem tych, którzy są inni. Głowa pańtwa nie tylko poszła w tej sferze na wojnę z socjaldemokratycznym rządem. Iohannisowi nie podobają się zmiany dotyczące sądownictwa; próbował lansować przeprowadzenie referendum także w tej sprawie.
Prowody kontrowersyjnych zmian w prawie, lider socjaldemokratów Liviu Dragnea, który rządzi Rumunią z tylnego fotela, oskarżył wczoraj Iohannisa o to, że stał za sierpniowymi protestami spacyfikowanymi przez policję, a teraz wzywa do zorganizowania kolejnych.
Dragnea rośnie w siłę po tym, jak udało mu się opanować rebelię we własnym ugrupowaniu. Niektórzy działacze chcieli go wymienić, uznając, że jego trudna sytuacja prawna osłabia partię w kraju i za granicą. Zarzucono mu również, że rządzi partią niepodzielnie i pomija głosy krytyki.
Dragnea w czerwcu został skazany na 3,5 roku więzienia za korupcję. Jego problemy z prawem sprawiają, że nie może objąć stanowiska szefa rządu. Teraz Dragnea czeka na apelację. Zamiast niego stery w partii miała objąć premier Dăncilă. Lider rządzącej partii jednak się wybronił i przechodzi do kontrofensywy. Obok ataku na prezydenta Dragnea wyszedł z propozycją, by media i organizacje pozarządowe ujawniały źródło swoich dochodów i przeznaczenie wydatków.