Zmiany dotyczące ordynacji do Parlamentu Europejskiego, które skutkują podniesieniem realnego progu wyborczego, są niebezpieczne dla demokracji; wymuszają system dwu lub trzypartyjny - ocenił prezydencki minister Andrzej Dera. Więcej w tym zagrożeń niż korzyści - dodał.
Reklama

Prezydent Andrzej Duda w czwartkowym wywiadzie dla "Dziennika Gazety Prawnej" krytycznie odniósł się do przyjętych przez parlament zmian w Kodeksie wyborczym dot. wyborów do Parlamentu Europejskiego. Prezydent zaznaczył, że "wszyscy przyznają", że w rezultacie zmian zawartych w nowelizacji realny próg wyborczy będzie podniesiony do poziomu co najmniej 11, 12 procent. "To w praktyce eliminuje mniejsze ugrupowania - zaznaczył Duda. Prezydent podkreślił, że nie widzi potrzeby tak fundamentalnego ograniczania dostępu do PE. Jak powiedział mocno skłania się w kierunku zablokowania tej propozycji.

Dera potwierdził w czwartek w Polsat News, że dla prezydenta podstawowym problemem jest "realne podniesienie progu wyborczego". Zaznaczył, że zmiany w ordynacji wyborczej do PE spowodują, że w części okręgów próg wyborczy będzie wynosił powyżej 10 proc., w innych nawet ok. 20 proc.

"Nikt nie kwestionuje progu 5-procentowego, funkcjonującego w Polsce w wyborach do naszego parlamentu. I to jest norma gwarantująca, że również obywatele, którzy mają poglądy inne niż te wiodące, którzy głosują na mniejsze partie, mają swoich przedstawicieli (...). Podnoszenie progu powyżej 10 proc. jest bardzo niebezpieczne, bo wymusza w sposób nienaturalny, ustawowy, system dwu czy trzypartyjny. Do takich rzeczy nie powinno w demokracji dochodzić" - podkreślił.

Zmiany w ordynacji do PE - stwierdził Dera - w sposób sztuczny będą łączyć ugrupowania polityczne. "W polityce procesy powinny następować w sposób naturalny i prawica jest przykładem, że można to zrobić. Natomiast próba wymuszenia ustawowego nie jest trwała (...). Trzeba szukać tych rzeczy, które łączą, (to nie powinien być) strach" - mówił Dera, dodając, że strach nie jest dobrym spoiwem łączących się ugrupowań.

Prezydencki minister podkreślił też, że z podniesienia progu wyborczego "jest więcej zagrożeń niż korzyści". Tłumaczył też, że w wyborach wola suwerena powinna być jak najbardziej reprezentatywna. "Bo można sobie założyć progi 30-procentowe i wtedy jedna partia wchodzi. Pytanie, czy to będzie demokratyczne. Wola suwerena powinna być wyrażona w jak największy sposób, a tworząc wysokie progi wyborcze część obywateli byłaby pozbawiona możliwości swojej reprezentacji. Byłaby to kontestacja demokracji. Krótko mówiąc to nie jest dobre rozwiązanie" - podsumował.

Obecnie w wyborach do PE najpierw ustala się ugrupowania, które w skali kraju, w jednym ogólnokrajowym okręgu wyborczym, osiągnęły próg wyborczy 5 proc. Następnie pomiędzy te ugrupowania rozdzielane są wszystkie polskie mandatu do PE - ponad 50. Potem te mandaty, które danemu ugrupowaniu przypadły w wyniku rozdziału mandatów w skali kraju, są dzielone między 13 list okręgowych tego ugrupowania.

Obecnie w wyborach do PE głosowanie odbywa się w 13 okręgach, ale nie ma określonej liczby mandatów do zdobycia w każdym z nich. Rozdział mandatów odbywa się pomiędzy ugrupowania, które w skali kraju przekroczyły 5-proc. próg wyborczy, a te 13 okręgów służy de facto do prezentacji okręgowych list kandydatów i później do wewnętrznego podziału mandatów zdobytych przez dane ugrupowanie w skali kraju.

Nowelizacja stanowi natomiast, że każdy z tych 13 okręgów wyborczych ma mieć przypisaną konkretną liczbę - co najmniej trzech - posłów wybieranych do europarlamentu. Czyli - jak zaznaczono w opinii Biura Legislacyjnego Senatu do nowelizacji - "w miejsce jednego ponad 50-mandatowego okręgu wyborczego (skutkującego wysoką proporcjonalnością i niskim efektywnym progiem wyborczym) wprowadza się 13 okręgów wyborczych liczących średnio 3,9 mandatu (co skutkuje wysoką dysproporcjonalnością wyborów i bardzo wysokim efektywnym progiem wyborczym).

Według opinii senackiego Biura Legislacyjnego ws. zaproponowany w nowelizacji podział na okręgi wyborcze, spowoduje, że "Polska będzie jedynym w Unii krajem, w którym efektywny próg wyborczy przekracza i to ponad 3-krotnie, unijne maksimum 5 proc.". "W Polsce efektywny próg wyborczy będzie wynosił 16,5 proc. Tyle głosów w skali kraju będzie musiał otrzymać komitet wyborczy, żeby uzyskać mandat" - wskazali senaccy legislatorzy.

Również RPO Adam Bodnar wskazał w piśmie do prezydenta, że rozwiązania zawarte w noweli będą w praktyce premiować komitety dużych ugrupowań kosztem osłabienia czy wręcz wyeliminowania przy podziale mandatów komitetów mniejszych ugrupowań i komitetów obywatelskich.

W ubiegłym tygodniu przedstawiciele Kukiz'15, PSL, Partii Razem oraz Prawicy Rzeczypospolitej - z inicjatywy stowarzyszenia Klub Jagielloński - skierowali do prezydenta list z apelem o zawetowanie nowelizacji Kodeksu wyborczego, dotyczącej ordynacji do Parlamentu Europejskiego.