Eurodeputowany Ryszard Legutko przed środowym głosowaniem w Parlamencie Europejskim w sprawie odwołania europosła PiS Ryszarda Czarneckiego protestował przeciwko procedurze nieuwzględniania głosów wstrzymujących się.
Reklama

Legutko (PiS) wnioskował, by "z szacunku dla demokracji parlamentarnej" podczas liczenia głosów wziąć również pod uwagę głosy wstrzymujące się, a nie tylko te oddane za lub przeciw.

Zdaniem Legutki ustaloną praktyką w PE jest liczenie i podawanie do wiadomości głosów wstrzymujących się. Za dodatkową nieprawidłowość Legutko uznał fakt, że Czarneckiemu nie pozwolono bronić swoich racji na sesji plenarnej parlamentu.

Sugestie te zostały odrzucone przez przewodniczącego PE Antonio Tajaniego, który argumentował, że przy głosowaniu nad odwołaniem Czarneckiego zastosowano procedurę analogiczną jak w przypadku głosowań obowiązujących przy wybieraniu przewodniczących, wiceprzewodniczących i kwestorów PE.

W podobnym tonie wypowiedział się brytyjski socjalistyczny poseł Richard Corbett, który był autorem przepisów regulujących tego typu głosowania; jego zdaniem interpretacja Tajaniego jest tym przypadku właściwa.

Decyzja w sprawie jego odwołania zapadła większością 447 głosów "za", przy 196 "przeciw" i 30 wstrzymujących się. Gdyby głosy wstrzymujące się były uwzględniane, Czarnecki zachowałby stanowisko (zabrakłoby kilku głosów za jego odwołaniem). O tym, że tak będzie interpretowany zapis regulaminu PE mówiący o tym, że liczą się "oddane głosy", poinformowano europosłów na kilkanaście godzin przed głosowaniem.