"Lullaby and… The Ceaseless Roar" - rockowe kołysanki

Okładka albumu "Lullaby and… The Ceaseless Roar".
Lullaby and… The Ceaseless RoarMedia
18 września 2014

Brytyjscy recenzenci piszą, że „Lullaby…” to prawdopodobnie najlepsza płyta, jaką kiedykolwiek nagrał człowiek. Ja może aż tak bym nie przesadzał, ale – fakt – słucham jej często. I zawsze w pozycji na kolanach.

ROCK | Swoją najnowszą, dziesiątą już płytą, „Lullaby and… The Ceaseless Roar” Robert Plant udowadnia, że ma w sobie żar, którego brakuje większości jego rówieśników, wierzących, iż kopiowanie samych siebie sprzed lat to nie plagiat, tylko powrót do korzeni. W kwestii muzycznych korzeni Plant jest radykałem – nie wchodzi po raz kolejny do tej samej rzeki. Dlatego jego płyta jest bardziej kołysanką (lullaby) niż bezustannym rykiem (ceaseless roar). Nie odcina kuponów od Led Zeppelin i dobrze na tym wychodzi. Wprawdzie bez porównania więcej zarobiłby, ruszając na kolejne tournée z Led Zeppelin, ale on nie lubi chodzić na łatwiznę.

Pozostało 69% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.