Donald "Dekret" Trump nie musi pytać Kongresu

Donald Trump
Donald TrumpPAP/EPA / MICHAEL REYNOLDS
31 stycznia 2017

USA To, że prezydent kolejną kluczową dla kraju decyzję podejmuje indywidualnie, musi budzić zaniepokojenie.

Można się spierać o to, czy dekret Donalda Trumpa czasowo zakazujący wjazdu do USA obywatelom siedmiu muzułmańskich państw realnie poprawi bezpieczeństwo Amerykanów, czy też nie. Jednak sposób jego wprowadzenia w życie pozostawia wiele do życzenia. Na razie jego efektem są przede wszystkim chaos i protesty. Zaniepokojenie budzi także to, że nowy prezydent – który wcześniej nie sprawował żadnego urzędu publicznego – najwyraźniej chce podejmować decyzje nie tylko pomijając Kongres, lecz nawet swoich współpracowników.

Podpisane w piątek rozporządzenie wykonawcze zawiesza na 120 dni przyjmowanie przez Stany Zjednoczone uchodźców oraz na 90 dni zabrania wpuszczania do kraju obywateli Iraku, Iranu, Jemenu, Libii, Somalii i Sudanu, zaś obywateli Syrii na czas nieokreślony. Przez ten czas mają zostać wypracowane nowe procedury sprawdzania wjeżdżających. O zakazie wjazdu dla muzułmanów – wszystkich, a nie tylko z tych krajów – Trump mówił podczas kampanii wyborczej, a biorąc pod uwagę, że przez pierwsze kilka dni urzędowania pokazał już, iż naprawdę ma zamiar swoje obietnice realizować, jego wprowadzenie samo w sobie nie powinno być wielkim zaskoczeniem.

Ale to, że wszedł w życie bez żadnych zapowiedzi, zaskoczeniem już było – nie tylko dla osób z wymienionych krajów, które były zawracane z amerykańskich lotnisk, lecz nawet władz czy części członków Partii Republikańskiej. – Wszystko działa bardzo dobrze. Widzicie na lotniskach, że już po wszystkim. Będziemy mieć bardzo restrykcyjny zakaz i bardzo dokładną weryfikację, coś, co powinniśmy mieć w tym kraju od wielu lat – przekonywał Trump w sobotę po południu.

W rzeczywistości jednak na lotniskach panowały raczej chaos i dezorientacja niż porządek. Na dodatek przed portami i w centrach amerykańskich miast trwały demonstracje przeciwników Trumpa solidaryzujących się z objętymi restrykcjami.

Można założyć, że chaos na lotniskach jest zdarzeniem przejściowym. A być może sprawa dekretu skończy się w Sądzie Najwyższym. Kilkunastu stanowych prokuratorów generalnych oświadczyło, że zakaz jest sprzeczny z konstytucją, kilku sędziów federalnych wstrzymało deportacje osób objętych zakazem, a przeciwko Trumpowi złożono już pierwsze pozwy sądowe. Prawnicy są podzieleni w opiniach, czy zakaz jest dyskryminacją ze względu na wyznawaną religię, co byłoby sprzeczne z pierwszą poprawką do amerykańskiej konstytucji. Biały Dom przekonuje, że nie jest, bo obywatele zdecydowanej większości państw muzułmańskich nadal mogą bez zmian przyjeżdżać od USA. – Tu nie chodzi o religię, tu chodzi o terroryzm, utrzymywanie bezpieczeństwa w naszym kraju. Na świecie jest ponad 40 krajów, w których muzułmanie stanowią większość i które nie są objęte tym dekretem – mówił Trump. Ale jednocześnie sugerował, że prześladowani chrześcijanie z Bliskiego Wschodu powinni mieć preferencje przy udzielaniu azylu, co już może podpadać pod dyskryminację.

Nawet jeśli dekret Trumpa przestanie obowiązywać – niezależnie, czy wskutek wyroku sądu, czy upłynięcia przewidzianego w nim okresu – nie zmienia to faktu, że zdążył już wyrządzić pewne szkody. Irańskie ministerstwo spraw zagranicznych zapowiedziało podjęcie stosownych środków odwetowych, do tego samego wezwał wczoraj parlament Iraku – którego rząd jest amerykańskim sojusznikiem – a minister spraw zagranicznych Sudanu zwrócił uwagę, że zakaz został wprowadzony po tym, jak jego kraj i USA zaczęły współpracować w walce z terroryzmem i dwa tygodnie po zniesieniu przez administrację Baracka Obamy sankcji. Wielu muzułmanów – zarówno z tych siedmiu państw, jak i spoza nich – odbiera rozporządzenie Trumpa jako wymierzone w cały świat islamski, a nawet jako upokarzające, co może utrudnić współpracę Waszyngtonu z jego islamskimi sojusznikami, a nawet rozbudzić antyamerykańskie nastroje. Na to zwrócili uwagę np. dwaj republikańscy senatorowie John McCain i Lindsey Graham. Nie ma też żadnej pewności, że zakaz nie stanie się pretekstem do przeprowadzenia zamachu przez jakiegoś mieszkającego w USA islamistę z amerykańskim obywatelstwem.

Część republikanów wyraża też zaniepokojenie, że dekret wszedł w życie bez wystarczających konsultacji z departamentami stanu, obrony, sprawiedliwości oraz bezpieczeństwa wewnętrznego, czego efektem jest wspomniany chaos. – Wszyscy podzielamy pragnienie ochrony amerykańskich obywateli, ale to rozporządzenie wykonawcze było słabo przygotowane, szczególnie w odniesieniu do posiadaczy zielonych kart – oświadczył Bob Corker, republikański senator z Tennessee.

Największy niepokój zaczyna budzić jednak to, że Donald Trump najwyraźniej zamierza z dekretów uczynić sposób rządzenia krajem. W ciągu pierwszego tygodnia urzędowania wydał już cztery dekrety. Oczywiście amerykańska konstytucja daje głowie państwa takie uprawnienia i prezydent może po nie sięgać, gdy sytuacja wymaga szybkiego działania albo gdy nie może jakiejś ważnej sprawy przeforsować z powodu podziałów w Kongresie, ale ponieważ jest to rządzenie ponad głowami kongresmanów i senatorów, nadużywanie dekretów z pewnością będzie budzić kontrowersje. Szczególnie że dwaj ostatni prezydenci sięgali po nie rzadko – Barack Obama w ciągu ośmiu lat zrobił to 279 razy, co daje najniższą roczną średnią od końca XIX w., a George W. Bush w ciągu swoich dwóch kadencji 291 razy. Poza tym Trump nie może używać argumentów, że niczego nie da się przepchnąć przez Kongres – z czym Obama przez sześć lat faktycznie miał problem – bo republikanie dysponują obecnie większością w obu jego izbach. Dodatkowym powodem do obaw jest to, że Trump, w przeciwieństwie do swoich wszystkich poprzedników, obejmując władzę, nie miał żadnego doświadczenia w sprawowaniu urzędów publicznych, i najwyraźniej nie do końca ma pojęcie o dyplomacji i prowadzeniu polityki międzynarodowej, zatem rządząc Stanami Zjednoczonymi tak jak własną firmą, może na nie sprowadzić poważne kłopoty. Niestety, nie tylko na nie, lecz na resztę świata również.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.