Odejścia generałów w ramach sprzeciwu wobec polityki Antoniego Macierewicza? To tylko część prawdy. Większość żołnierzy szefa MON ceni, a jego politykę chwali. Mimo że wymiana kadry w wojsku trwa w najlepsze.
O tym, że ustąpił dowódca generalny sił zbrojnych gen. Mirosław Różański, dowiedzieliśmy się kilka dni przed świętami. O dymisji było bardzo głośno, bo zbiegła się w czasie z protestami opozycji przed Sejmem – i mogło wyglądać na to, jakby obóz rządzący miał nie lada kłopoty. Dodatkowo papierami rzucił wtedy też szef Inspektoratu Uzbrojenia gen. Adam Duda. Była to postać kluczowa, jeśli chodzi o zamówienia sprzętu, bo to IU odpowiada za zakup nowego uzbrojenia, jak choćby mający kosztować 30 mld zł system obrony nieba. Niektóre media podały również informację, że odszedł szef Sztabu Generalnego, jedyny czterogwiazdkowy generał w służbie, Mieczysław Gocuł. Ministerstwo Obrony tą ostatnią wiadomość zdementowało. Co nie zmienia faktu, że jego służba zakończy się w najbliższych tygodniach – pogłoski o tym, że odchodzi, krążą w armii od kilku miesięcy.
Jeszcze wcześniej odeszło z armii co najmniej kilkunastu generałów i kilkuset pułkowników. – Od 1 listopada 2015 r. do rezerwy kadrowej skierowano 238 oficerów, tj. ok. 1,3 proc. kadry oficerskiej – oznajmił w połowie listopada Bartłomiej Misiewicz, rzecznik prasowy resortu obrony i zarazem szef gabinetu politycznego ministra Antoniego Macierewicza. – Z kolei od 1 listopada 2015 r. do 30 listopada 2016 r. z zawodowej służby wojskowej zostało zwolnionych około 1,1 tys. oficerów, z czego ponad 570 wskutek decyzji wydanych przed dniem 16 listopada 2015 r. – dodawał ostatnio. Biorąc pod uwagę, że oficerów mamy w armii nieco ponad 19 tys., to w ciągu ostatniego roku odeszło prawie 6 proc. z nich. Przy dobrych chęciach te liczby można uznać za normalną wymianę kadrową. Jednak w tym wypadku bardziej istotna od ilości jest jakość.