Plan prac rządu nie przewiduje wycofania się Polski z konwencji - poinformował w ub. tygodniu PAP pełnomocnik rządu ds. społeczeństwa obywatelskiego Adam Lipiński.

Anna Maria Corazza Bildt z centroprawicowej Europejskiej Partii Ludowej wyraziła "poważne zaniepokojenie możliwym krokiem wstecz na drodze do wspólnego celu, jakim jest wykorzenienie przemocy wobec kobiet".

W komunikacie polemizuje ona ze stanowiskiem, że "konwencja stambulska jest przeciwko naszym tradycyjnym wartościom religijnym". "Jak karanie przestępców i ochrona ofiar mogłyby być przeciwko naszym wartościom chrześcijańskim? Przeciwnie, konwencja jest narzędziem, z którego Polska może korzystać, by zapobiegać i zwalczać przemoc wobec kobiet i dziewcząt" - uważa Corazza Bildt. Wezwała ona Polskę, by poparła starania o przystąpienie do konwencji stambulskiej Unii Europejskiej jako całości.

Reklama

Zdaniem Corazzy Bildt, potrzebny jest "przejrzysty dialog" z Polską i innymi krajami członkowskimi UE o ich zastrzeżeniach wobec konwencji. Zaapelowała ona, by taki dialog został zainicjowany przez Komisję Europejską w koordynacji z Radą Europy i by "opierał się on na faktach, a nie na ideologii".

Z kolei Christine Revault d'Allonnes-Bonnefoy z frakcji socjalistów napisała w komunikacie, że "po próbie ograniczenia prawa do aborcji jesteśmy świadkami niedopuszczalnego ataku przeciwko prawom kobiet i rządom prawa w Polsce".

Reklama

"Prawa kobiet, i szerzej prawa człowieka, nie podlegają negocjacji, jak to ma miejsce dzisiaj w Polsce. Unia Europejska została zbudowana na fundamentalnych wartościach i bardzo mnie niepokoi, gdy jeden z naszych krajów członkowskich usiłuje kwestionować te podstawowe wartości. Teraz UE musi przejść do działania" - oświadczyła europosłanka.

Wezwała, by UE była "asertywna wobec Polski w sprawie poszanowania rządów prawa", a także, by UE szybko podpisała i ratyfikowała konwencję stambulską. "To jedyny krok, który zapewni, że kobiety w Polsce będą wciąż chronione" - podkreśliła Revault d'Allonnes-Bonnefoy.

W ub. tygodniu minister Lipiński, pełnomocnik rządu ds. społeczeństwa obywatelskiego pytany o to, czy rząd przewiduje wypowiedzenie konwencji, powiedział PAP, że "program prac legislacyjnych rządu nie przewiduje takich działań". O tym, że rząd może się wycofać z konwencji informowały wczesniej media.

Konwencja Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej została przyjęta w 2011 r. w Stambule. Trzy lata później weszła w życie.

W Polsce od początku budziła kontrowersje; przytaczano argumenty o jej niezgodności z konstytucją oraz o tym, że stanowi zagrożenie dla polskiej tradycji rodziny (dokument zakłada, że istnieje związek przemocy z nierównym traktowaniem oraz że przemoc nie może być usprawiedliwiana tradycją ani religią).

Polska podpisała konwencję w grudniu 2012 r. W kwietniu rząd podjął uchwałę o przedłożeniu jej do ratyfikacji i przyjął projekt ustawy. Prace Sejmu trwały do sierpnia 2014 r., ustawa została uchwalona na początku 2015 r. Prezydent Bronisław Komorowski podpisał ją w marcu, a konwencję ratyfikował 13 kwietnia. Zaczęła w Polsce obowiązywać 1 sierpnia 2015 r.

Dotąd wszystkich 28 krajów UE podpisało konwencję, ale tylko 14 z nich ją ratyfikowało, czyli ostatecznie uznało za prawnie wiążący dokument prawa międzynarodowego. W marcu br. Komisja Europejska zaproponowała przyłączenie się Unii Europejskiej do konwencji antyprzemocowej. W listopadzie br. stanowisko takie poparł rezolucją Parlament Europejski. (PAP)

kot/ mc/ jbr/