Komentarz redakcji: Wojna z dopalaczami to nie blitzkrieg

Mariusz Staniszewski
Mariusz StaniszewskiDGP
5 października 2010

Jak to dobrze, że w Polsce tak często są wybory. Dzięki nim rząd może „iść na wojnę” z dopalaczami czy walczyć z tymi, którzy „niosą śmierć naszym dzieciom”. Brzmi groźnie i doskonale tworzy wizerunek rządu stojącego po stronie zwykłych ludzi. Przecież nic tak nie zbliża władzy do obywateli jak wspólny wróg. Jeśli można go jeszcze nazwać „królem dopalaczy”, to sukces mamy murowany.

Wypowiedzenie mu wojny pewnie nie ma związku z rozpoczynającą się właśnie kampanią wyborczą. Choć nawet jeżeli zbieżność dat jest przypadkowa, to i tak należy się cieszyć. Lepiej, że batalia ruszyła teraz, niż dopalacze dalej miałyby być sprzedawane bez ograniczeń. Ciekawe jednak, że rząd jednocześnie rozważa liberalizację przepisów o miękkich narkotykach. W założeniu ma to być sposób na kontrolę tego, co zażywają młodzi ludzie. Ale w tym myśleniu jest błąd.

Pozostało 33% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.