Nowa ustawa o sporcie nie podoba się związkom sportowym. Ogranicza liczbę członków zarządu i liczbę kadencji prezesa do dwóch.
O ustawie o sporcie dotychczas bywało głośno przy okazji sprawy Kornelii Marek – gdyby już obowiązywała, przypadek dopingowiczki trafiłby do prokuratury i być może skończył wyrokiem skazującym. Ustawa, która 19 maja trafi do trzeciego czytania w Sejmie, budzi i inne emocje. Szczególnie jeśli chodzi o wprowadzane przez nią poważne zmiany w funkcjonowaniu związków sportowych. Ich działalność będzie musiała być bardziej przejrzysta m.in. dla ministra sportu. W projekcie znalazł się też zapis o konieczności przedstawiania corocznych sprawozdań finansowych ocenianych przez biegłego rewidenta. Być może dzięki temu nie powtórzy się już sytuacja, jaka wyszła na jaw w Polskim Związku Lekkoatletyki przy okazji zeszłorocznych wyborów. Ustępująca ekipa z prezes Ireną Szewińską pozostawiła kolejnemu zarządowi wielomilionowe długi.
– To różnie wyglądało w różnych związkach, ale przykład PZLA jest modelowy. Bywało, że gorąco wokół pieniędzy robiło się dopiero pod koniec kadencji zarządu – mówi Piotr Matecki, prorektor Wyższej Szkoły Zarządzania i Coachingu we Wrocławiu, uczelni, która kilka dni temu zorganizowała dyskusję ekspertów na temat nowej ustawy. Jego zdaniem to akt prawny, który nie zmieni w sposób kompleksowy oblicza polskiego sportu. Ale szykuje też małe rewolucje – na przykład zakończy działalność niektórych związków.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.