Autopromocja

Serialem „Nasze matki, nasi ojcowie” zajmie się TSUE

TSUE, wyrok TSUE
Serialem „Nasze matki, nasi ojcowie” zajmie się TSUEShutterstock
21 lutego 2025

Sprawa serialu „Nasze matki, nasi ojcowie” stanie na wokandzie Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu. Sąd Najwyższy skierował tam obszerne pytania prejudycjalne o zakres jurysdykcji sądów polskich w tej sprawie.

Pozew przeciwko producentom serialu

Przypomnijmy, Światowy Związek Żołnierzy AK oraz jeden z jego członków wytoczył przeciwko producentom serialu – ZDF (II program niemieckiej TV) oraz UFA Fiction AG powództwo o naruszenie dóbr osobistych. Sprawa jak do tej pory toczy się po myśli powodów, gdyż Sąd Apelacyjny w Krakowie nakazał publikację stosownych przeprosin, za krzywdzące przedstawienie AK i żołnierzy podziemia polskiego w tym serialu. Jednak pełnomocnicy producentów złożyli skargę kasacyjną, którą rozpoznaje Sąd Najwyższy.

Z uwagi na międzynarodowy charakter sprawy i konieczność zastosowania przepisów unijnych, SN nie zdecydował się jednak na jej rozstrzygnięcie, gdyż – podobnie jak w opisywanej kilka dni temu sprawie byłego więźnia hitlerowskich obozów koncentracyjnych, oburzonego sformułowaniem „polskie obozy zagłady” opublikowanym na niemieckim portalu internetowym – konieczne jest rozstrzygnięcie kwestii jurysdykcji sądów polskich w takich sprawach. Dlatego SN skierował do Trybunału w Luksemburgu niezwykle obszerne pytania prejudycjalne dotyczące właściwości sądowej w tego typu sprawach.

Powodem skierowania tych pytań do TSUE jest – jak wskazał w uzasadnieniu swego postanowienia SN – zupełnie inny charakter potencjalnego naruszenia dóbr osobistych. W tym wypadku bowiem pojawiają się poważne wątpliwości co do wykładni przepisów unijnych dotyczących zakresu jurysdykcji sądów państw członkowskich, zwłaszcza w odniesieniu do reguł określonych w unijnym Rozporządzeniu nr 44/2001z grudnia 2000 r. w sprawie jurysdykcji i uznawania orzeczeń sądowych oraz ich wykonywania w sprawach cywilnych i handlowych.

SN dostrzegł argumenty

Jak wskazał SN – orzecznictwo TSUE jest bogate, ale dotyczy ono kwestii głównie naruszeń dóbr osobistych w internecie. Tu zaś mamy do czynienia z powództwem o naruszenie takich dóbr, które miało miejsce wprawdzie w mediach tradycyjnych (film, telewizja), ale które dziś już też są silnie powiązane z siecią.

- SN dostrzega argumenty przemawiające przeciwko różnicowaniu internetowych i tradycyjnych form przekazu – wskazał sędzia Paweł Grzegorczyk.

Te same treści publikowane są bowiem także w internetowych wersjach, chociażby w formie streamingu lub platform VOD. To zmienia perspektywę odpowiedzialności nadawców i producentów, oraz skutkuje koniecznością ustalenia, czy także w takich sprawach nie należałoby zastosować tzw. jurysdykcji mozaikowej. Przyjęcie takiej wykładni spowodowałoby możliwość wytaczania procesów w każdym państwie UE przez osoby mające tam swoje centrum interesów osobistych, ale też ma to skutek w postaci ograniczenia zakresu odpowiedzialności i sankcji. SN odniósł się tu do niedawnego orzeczenia TSUE z 2021 r. w sprawie C-800/19, wskazując, że to orzeczenie i szereg wcześniejszych, nie rozstrzyga kolejnych wątpliwości prawnych, które pojawiają się w takich sprawach, jak ta, wytoczona przez byłych AK-owców niemieckim producentom serialu.

- Kwestia ta nie ma oczywistego charakteru. Całe dotychczasowe orzecznictwo TSUE w odniesieniu do łącznika centrum interesów życiowych osób pokrzywdzonych publikacjami odnosiło się wyłącznie do środowiska internetu. Zaś zasada jurysdykcji mozaikowej została wypracowana jeszcze w latach 90. i siłą rzeczy nie mogła uwzględniać późniejszego rozwoju technologii w zakresie przekazu treści, zarówno w internecie, jak i w formie tradycyjnej. Dotyczy to nie tylko filmów, ale np. prasy, która nie tylko jest rozpowszechniana drukiem, ale w internecie – podkreślił sędzia Grzegorczyk.

Co z roszczeniami?

SN wskazał również, że w wyroku C-800/19 TSUE istotnie zawęził zakres dochodzonych potencjalnie roszczeń na terytorium tego państwa, gdzie dana treść była dostępna, z uwagi na konieczność indywidualnej identyfikacji pokrzywdzonych.

- Poza sporem jest, że serial nie identyfikuje powodów w sposób bezpośredni. Powstaje tu problem, jak rozumieć identyfikację pośrednią – powiedział sędzia Grzegorczyk.

W tej sprawie pełnomocnik powodów zaproponował identyfikację na poziomie pewnej zbiorowości, ale – jak zauważył SN – także i ten kierunek wydaje się nie odpowiadać postulowanej przez TSUE wykładni. Z tym że ta kwestia też nie jest dostatecznie wyjaśniona.

- Nawet mimo braku możliwości indywidualnego zidentyfikowania powodów w tym serialu, jurysdykcja sądów polskich wydaje się przewidywalna dla pozwanych z uwagi na wątki fabuły obrazujące losy jednego z bohaterów. Przewidywalność jurysdykcji polegałaby na tym, że pozwany może przewidzieć, na jakiego terytorium państwa UE przyjdzie mu toczyć przyszły spór. Przewidywalność nie wynika zatem z faktu, że powodowie mają tutaj swoje centrum interesów życiowych, ale obiektywnej relewancji treści fabuły filmu na terytorium Polski. Zatem kwestia centrum interesów życiowych miałaby charakter tylko pomocniczy – powiedział sędzia Grzegorczyk.

Kwestia wymaga refleksji na poziomie prawa UE

To może dotyczyć nie tylko tej i podobnych spraw. SN wskazał, że przekaz publikowany tak w mediach tradycyjnych jak i równolegle w internecie, może dotykać dóbr pewnych, zidentyfikowanych w tym przekazie zbiorowości, które niekoniecznie będą jakąś grupą etniczną. Może to dotykać mniejszych grup społecznych, korporacji. A przekaz ten kierowany jest do tych grup w określonym kraju, mimo że osoby, które mogą wystąpić z powództwem, nie są indywidualnie dookreślone w tym przekazie.

- Przypadki takich spraw wskazywał Rzecznik Generalny TSUE w swojej opinii, ale Trybunał w swoim orzeczeniu nie odniósł się do nich. Ta kwestia wymaga zatem refleksji na poziomie prawa UE, do której SN chciałby TSUE skłonić – stwierdził sędzia Grzegorczyk.

Gdyby jednak okazało się, że jurysdykcja krajowa w pełnej wersji nie przysługuje sądom polskim, należy, zdaniem SN, wyjaśnić kwestię, jak zastosować w takich sprawach, jak rozpoznawana, zasady jurysdykcji mozaikowej. Jak wskazał SN, zasada „mozaiki” została wypracowana na kanwie roszczeń pieniężnych. TSUE w późniejszym orzecznictwie zajął stanowisko, że roszczenia niepieniężne powinny być dochodzone przed sądem, któremu przysługuje pełna jurysdykcja krajowa. Przy tych założeniach sądy polskie mogłyby rozpatrywać tylko kwestię ewentualnych roszczeń pieniężnych. Rzecz w tym, że o ile rzeczywiście roszczenia, z którymi miał do czynienia TSUE, np. o usunięcie określonych treści z sieci, mogłoby być ocenione jako niepodzielne, to ta niepodzielność, zdaniem składu orzekającego, nie odnosi się do wszystkich roszczeń niepieniężnych, z tytułu naruszenia dóbr osobistych.

- Można sobie wyobrazić, że osoba, pokrzywdzona określonym przekazem, będzie domagać się np. zaniechania tego typu przekazu na terytorium konkretnego państwa członkowskiego UE. Z tej perspektywy, to roszczenie, w sensie lokalizacyjnym, jest w pełni podzielne. Wiąże się bowiem z krzywdą wyrządzoną na konkretnym terytorium. Skądinąd podobne zakazy rozpowszechniania określonych treści TSUE dopuścił w sprawach dotyczących naruszeń praw własności intelektualnej, praw autorskich. W ocenie SN zaszła więc potrzeba wyjaśnienia tej i pozostałych wskazanych w pytaniach kwestii i dlatego skierowano, z uwagi na charakter sprawy, pytania do Trybunały w trybie pilnym – stwierdził sędzia Grzegorczyk, zamykając rozprawę.

Postanowienie Sądu Najwyższego z 21 lutego 2025 r., sygn. II CSKP 459/23

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: GazetaPrawna.pl / Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.