Nowe wymogi obejmą pojazdy od 2,5 do 3,5 t, należące do firm zarejestrowanych w Unii Europejskiej, wykonujące przewozy rzeczy – międzynarodowe lub kabotażowe (czyli odbywane na terenie jednego państwa, innego niż kraj, gdzie zarejestrowana jest firma). Obowiązek montowania w busach tachografów oraz przestrzegania przez kierowców takich pojazdów limitów czasu jazdy i odpoczynków od 1 lipca 2026 r. wprowadzono w 2020 r. do rozporządzenia UE nr 561/2006, które do tej pory regulowało tylko czas jazdy kierowców ciężarówek.

W busach trzeba zamontować najnowszy typ tachografu cyfrowego – inteligentny tachograf drugiej generacji (G2V2). Urządzenie to umożliwia m.in. automatyczne rejestrowanie przekraczania granic oraz zdalny odczyt danych przez służby kontrolne.

Kogo dotyczy obowiązek montażu tachografów w busach, a kogo nie?

Problem w tym, że przepisy są dość ogólne i wielu przedsiębiorców ma wątpliwości, czy są w grupie, która musi sprostać nowemu obowiązkowi. Z rozporządzenia nr 561/2006 wynika tylko, że tachografy są wymagane w międzynarodowym transporcie towarów pojazdami od 2,5 do 3,5 t. Nowe obowiązki nie obejmują krajowego transportu towarów oraz międzynarodowego i krajowego przewozu osób busami 9-osobowymi.

Można mieć jednak wątpliwości, co w przypadku, gdy przedsiębiorca wykonuje przewozy towarów na potrzeby własne, np. wyprodukowane przez swoją firmę meble do swojego magazynu w Niemczech czy w Czechach. Jak mówią eksperci, takich sytuacji, gdy przedsiębiorca nie wie, czy będzie podlegał nowym przepisom, jest bardzo dużo.

– Do nas, do Eurowagu, zgłaszają się już „busiarze”, którzy szukają takich informacji. W wielu sytuacjach nie jest to oczywiste – przyznaje Mateusz Włoch z firmy Eurowag, która zajmuje się m.in. rozliczaniem czasu pracy kierowców.

Marcin Mączyński, ekspert Grupy SRW ds. ITD, wyjaśnia, że według art. 3 lit. ha rozporządzenia nr 561/2006 z obowiązku stosowania tachografu zwolnione są pojazdy o dopuszczalnej masie całkowitej – wraz z przyczepą lub naczepą – przekraczającej 2,5 t, ale nieprzekraczającej 3,5 t, wykorzystywane do przewozu rzeczy, w przypadku gdy przewóz nie ma charakteru zarobkowego i jest wykonywany na potrzeby własne przedsiębiorstwa lub kierowcy, a prowadzenie pojazdu nie stanowi głównego zajęcia osoby prowadzącej pojazd.

– Oznacza to, że polskie przedsiębiorstwo realizujące przewozy na potrzeby własne, jeśli spełnia wszystkie te warunki, nie musi stosować tachografów w ramach przewozów międzynarodowych. Ważne jest natomiast, aby głównym zajęciem kierowcy nie było kierowanie pojazdem – te czynności powinny stanowić nie więcej niż 30 proc. miesięcznego czasu pracy – podkreśla Marcin Mączyński.

Jednak to, że pojazd jest zwolniony z nowych obowiązków, trzeba też umieć udowodnić podczas kontroli.

– Najlepiej dać kierowcy wykonującemu taki przewóz przetłumaczone dokumenty z podstawą prawną wyłączenia, a także kopię umowy o pracę, z której wynikają jego obowiązki. Jeżeli natomiast mamy możliwość doposażenia pojazdu w tachograf, to starajmy się to zrobić, nawet jeśli nie ma takiego wymogu. Z doświadczenia wiemy, że w niektórych krajach (np. we Francji) podczas kontroli, w razie jakichkolwiek wątpliwości, może dojść do wszczęcia postępowania wyjaśniającego, jaki był charakter przewozu, co będzie się wiązało z pobraniem bardzo wysokiej kaucji od firmy – doradza Marcin Mączyński.

Mateusz Włoch też podkreśla, że kluczowym kryterium w przypadku przewozów na potrzeby własne będzie to, czy prowadzenie pojazdu stanowi główne zajęcie pracownika.

– A więc nie da się jednoznacznie powiedzieć bez przeanalizowania specyfiki działalności takiego przedsiębiorcy, czy ma on mieć zainstalowany tachograf, czy też nie. Część osób pyta też, czy termin wdrożenia tachografów w busach zostanie przesunięty. Ale znaczna część już montuje tachografy i bierze udział w szkoleniach. Choć oczywiście są też tacy, którzy czekają na ostatnią chwilę – opowiada Mateusz Włoch.

Nowy obowiązek to nie tylko montaż tachografu

Nowe przepisy obejmą wiele firm transportowych, co prawdopodobnie spowoduje duże kolejki w serwisach zajmujących się instalacją tachografów. Dlatego warto to załatwić z wyprzedzeniem. I, niestety, nastawić się na spory wydatek, ponieważ cena tachografu z montażem w przypadku busów może być nawet dwukrotnie wyższa niż w odniesieniu do pojazdów ciężarowych. A to z tego powodu, że busy w znakomitej większości nie są dostosowane do montażu tych urządzeń.

– W kabinie pojazdu nie ma miejsca przeznaczonego na tachograf, busy mogą też być wyposażone w nieprzystosowaną do impulsatora skrzynię biegów, trzeba więc poprowadzić całą nową instalację do czujnika ruchu – często wraz ze specjalnym adapterem – oraz anten DSRC i GNSS – tłumaczy Mateusz Włoch.

Ministerstwo Infrastruktury obiecuje, że przewoźnicy, którzy będą musieli zainstalować tachografy w busach, mogą liczyć na dofinansowanie. Jednak szczegóły nie są jeszcze znane.

Ponadto sam montaż tachografu to dopiero początek.

– Należy dopełnić też wielu innych obowiązków. Od 1 lipca kierowcy, których obejmą nowe przepisy, muszą mieć kartę kierowcy, która umożliwia korzystanie z tachografu, a firma kartę przedsiębiorstwa, żeby mogła pobierać dane z urządzenia. Na wyrobienie kart czeka się obecnie ok. dwóch tygodni – mówi Mateusz Włoch. Dodatkowo niezbędne są inwestycje w szkolenia, i to nie tylko dla kierowców, ale też dla osób, które planują trasy, a także dla samych przedsiębiorców, żeby wiedzieli, w ilu pojazdach te tachografy zainstalować oraz czy im się to opłaca.

– Trzeba też zainwestować w urządzenia do pobierania danych z tachografów i ich analizowanie, żeby rozliczyć kierowcę, tj. zweryfikować naruszenia czasu jazdy, pracy, odpoczynku i obsługi tachografu, oraz rozliczyć ewidencję czasu pracy, uwzględniając dane z kart kierowców i tachografów. Do tego nie ma darmowego oprogramowania, więc albo trzeba sobie kupić oprogramowanie i robić to we własnym zakresie, albo korzystać z firm, które takie dane analizują – wylicza Mateusz Włoch.

Wprowadzenie obowiązkowych tachografów w busach to zmiana, która na pewno poważnie odbije się na rynku transportowym.

Zmiana potrzebna, ale niedopracowana

Maciej Wroński, prezes organizacji przedsiębiorców Transport i Logistyka Polska, uważa, że zmiana to ruch w dobrym kierunku.

– Pewna regulacja w tym zakresie jest potrzebna, bo trzeba to uczciwie powiedzieć, zdarzało się, że kierowcy busów wykorzystywali to, że nie podlegają ograniczeniom, jeśli chodzi o czas jazdy, i niektóre przewozy miały niewiele wspólnego ze zdrowym rozsądkiem. Objęcie busów limitami czasu jazdy chroni wszystkich, także nas jako użytkowników dróg. Poprawi się też konkurencyjność między przewoźnikami używającymi dużych i małych pojazdów. Do tej pory przedsiębiorcy posługujący się ciężarówkami skarżyli się, że busiarze mają łatwiej, bo nie są objęci ograniczeniami – mówi prezes TLP. Ale zaraz dodaje:

– Natomiast moim zdaniem jest to robione trochę bez głowy. Podczas gdy unijny sektor transportu lekkiego zostaje obarczony nowymi, kosztownymi obowiązkami, przedsiębiorcy spoza UE operują w segmencie pojazdów poniżej 3,5 t niemal bez żadnych ograniczeń. Dotyczy to w szczególności takich krajów jak: Turcja, Serbia, Czarnogóra, Macedonia, Białoruś, Rosja, Ukraina, Mołdawia – wylicza Maciej Wroński.

Ekspert przypomina, że transport pochodzącymi z tych państw pojazdami powyżej 3,5 t podlega rygorom dwustronnych umów, konwencji AETR i systemowi zezwoleń, ale segment pojazdów lekkich operuje poza tymi uregulowaniami. Będziemy więc mieli do czynienia z nierówną konkurencją, która może drastycznie zmienić układ sił rynkowych.

– Ponadto taka luka w przepisach daje możliwość ucieczki. Na pewno znajdą się przedsiębiorcy, którzy będą chcieli ominąć przepisy o obowiązkowych tachografach w busach i przerejestrują firmy do krajów takich jak Serbia czy Mołdawia, żeby uniknąć unijnych obciążeń – przestrzega prezes TLP.

Omijanie przepisów będzie możliwe też w inny sposób. Już od pewnego czasu producenci i importerzy aut zaczęli oferować nowe modele busów – o dopuszczalnej masie całkowitej 2490 kg. W takim pojeździe tachograf nie musi być zainstalowany.

A co się zmieni na rynku transportowym?

– Pojazdy lekkie stanowią krwiobieg dostaw, które muszą być załatwione bardzo szybko. Dotyczy to przede wszystkim żywności, ale też np. części zamiennych. Na przykład dostawy artykułów spożywczych szybko psujących się, ostryg czy muli, wyglądają tak, że ktoś ładuje je na taki bus we Włoszech i w ciągu 24 godzin te produkty są już w Polsce. Po 1 lipca może być z tym problem – uważa Maciej Wroński.

Mateusz Włoch ma podobne zdanie.

– Małe pojazdy najczęściej wykonują specyficzne przewozy albo tak zwane ekspresy. Przewożą mniej towaru, ale takiego, który trzeba przewieźć jak najszybciej. Nie będzie to już możliwe tak szybko, gdy kierowcy będą musieli przestrzegać norm prowadzenia jak kierowcy ciężarówek, a dane będzie rejestrował tachograf. Trzeba będzie znaleźć inne sposoby na przewożenie tego typu towaru: albo jeszcze mniejsze pojazdy – mniej wygodne i z mniejszą ładownością – albo np. wysyłanie w drogę dwóch kierowców. A to sprawi, że wykonanie tych przewozów stanie się dużo droższe – przewiduje. ©℗