Po rozpoczęciu nalotów na cele w Iranie władze kilku państw regionu zdecydowały o natychmiastowym zamknięciu przestrzeni powietrznej dla ruchu cywilnego. Ograniczenia objęły m.in. Iran, Irak, Izrael, Katar, Kuwejt, Bahrajn oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie. Ruch lotniczy został wstrzymany lub przekierowany, a część samolotów pozostawała na płytach postojowych bez zgody na start.
Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych poinformowało, że sytuacja jest dynamiczna i nie wyklucza dalszych ograniczeń nad Jordanią, Arabią Saudyjską, Libanem i Syrią. W praktyce oznacza to ryzyko kolejnych odwołań i opóźnień, również w następnych dniach.
Na lotnisku w Dubaju wstrzymano zarówno starty, jak i lądowania. Pasażerowie, którzy zdążyli już wejść na pokład, przez kilka godzin oczekiwali na decyzję służb lotniskowych i przewoźników. Część rejsów, po zatankowaniu i wymianie załogi, nie otrzymała zgody na odlot.
Polscy turyści w Dubaju: godziny niepewności
Wśród pasażerów byli Polacy wracający do kraju po urlopie. Jeden z nich relacjonował w rozmowie z telewizją informacyjną, że samolot wylądował bez problemów, wykonano tankowanie i wymianę załogi, a kapitan zapowiedział start w ciągu około 30 minut. Po upływie tego czasu przekazano jednak komunikat o wstrzymaniu wszystkich operacji lotniczych.
Pasażerowie spędzili w maszynie około trzech godzin. Następnie zostali wyprowadzeni do terminala, poza strefę międzynarodową, bez standardowej kontroli paszportowej. Oznaczało to konieczność oczekiwania na dalsze informacje już na terenie lotniska, bez pewności co do nowego terminu wylotu.
Inna Polka przebywająca na urlopie w Dubaju opisywała, że jeszcze rano nic nie wskazywało na pogorszenie sytuacji. O planowanym wylocie miała zostać poinformowana dopiero późnym popołudniem. Podczas pobytu przy hotelowym basenie usłyszała dwa głośne huki. Około godziny przed planowaną zbiórką na lotnisku otrzymała wiadomość o odwołaniu lotu. Jak podkreślała, w hotelu czuła się bezpiecznie, jednak najważniejsze było dla niej jak najszybsze zorganizowanie powrotu do kraju.
Linie lotnicze i organizatorzy wyjazdów reagują
Przewoźnicy operujący w regionie zaczęli przekierowywać część połączeń przez alternatywne korytarze powietrzne, jednak nie wszystkie trasy da się w ten sposób utrzymać. W praktyce oznacza to anulowanie części rejsów do Europy i z Europy, w tym do Polski.
Biura podróży, które organizowały wyjazdy do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, prowadzą działania mające na celu zapewnienie turystom zakwaterowania do czasu wznowienia lotów. W przypadku wyjazdów czarterowych decyzje o nowych terminach wylotów uzależnione są od komunikatów władz lotniczych oraz sytuacji bezpieczeństwa w regionie.
Rzecznik MSZ przekazał, że polskie placówki konsularne monitorują sytuację i pozostają w kontakcie z obywatelami RP. Resort apeluje o śledzenie komunikatów przewoźników oraz rejestrowanie wyjazdów w systemie Odyseusz, co ułatwia kontakt w sytuacjach kryzysowych.
Bezpieczeństwo w Zjednoczonych Emiratach Arabskich
Dotychczas nie pojawiły się informacje o bezpośrednim zagrożeniu dla turystów przebywających w Dubaju czy innych miastach ZEA. Lokalne władze zapewniają o utrzymaniu porządku i funkcjonowaniu infrastruktury miejskiej. Hotele, centra handlowe i atrakcje turystyczne działają normalnie, jednak ruch lotniczy pozostaje ograniczony.
Dla części turystów oznacza to przedłużony pobyt i dodatkowe koszty, choć w przypadku imprez zorganizowanych odpowiedzialność za zakwaterowanie spoczywa na organizatorach. W trudniejszej sytuacji mogą znaleźć się osoby podróżujące samodzielnie, które muszą na bieżąco negocjować warunki z liniami lotniczymi i hotelami.
Źródło: TVN24, komunikaty Ministerstwa Spraw Zagranicznych, informacje linii lotniczych operujących w Zjednoczonych Emiratach Arabskich