Minister był pytany o kwestie bezpieczeństwa dostaw żywności z krajów Ameryki Południowej, które są członkami organizacji Mercosur. Opublikowane przez Komisję Europejską wyniki audytu w 2024 r., a potem powtórzonego w 2025 r. ujawniły, że Brazylia nie jest w stanie udowodnić, iż nie eksportuje do Unii Europejskiej wołowiny skażonej estradiolem, czyli hormonem wzrostu.
Minister rolnictwa: mięso trzeba sprawdzać na granicy
Krajewski odparł, że trzeba sprawdzać na granicach produkty, które wjeżdżają do UE. - To mięso z hormonem wzrostu z Brazylii nie trafiło do Polski, co nie zmienia faktu, że te kontrole musimy prowadzić. Zwiększamy w ogóle i kładziemy nacisk na kontrole, na nasze instytucje kontrolne, zwiększamy liczbę etatów po to, by ta żywność, która do nas potencjalnie trafi, była skontrolowana i na granicach, i w Polsce - powiedział.
Dodał, że prowadzone są obecnie kontrole, które mają jeszcze dodatkowo zweryfikować wszelkie kwestie, tak żeby konsumenci czuli się bezpieczni.
Resort rolnictwa w komunikacie informował w ubiegłym tygodniu, że do Polski nie trafiły kwestionowane partie wołowiny z Brazylii.
Brazylia z zakazem eksportu wołowiny z hormonami
Z audytu wynika, że Brazylia, która po kontroli KE z 2024 r. zobowiązana została do czasowego wstrzymania eksportu mięsa z krów i jałówek leczonych hormonami, wznowiła go wcześniej i nie poinformowała o tym KE. W rezultacie w 2025 r. na rynek Unii Europejskiej trafiły 33 tony mięsa skażonego hormonem wzrostu. Mięso to pochodziło ze 174 sztuk bydła, które leczone było estradiolem 17β; co więcej na mięso to wystawiono 15 certyfikatów zdrowia, które wskazywały, że w hodowli nie były stosowane hormony wzrostu.
Po opublikowaniu wyników audytu komisarz UE ds. zdrowia i bezpieczeństwa żywności Oliver Varhelyi przekazał na platformie X, że rozmawiał z brazylijskim ministrem ds. rolnictwa Carlosem Favaro, który poinformował go o natychmiastowym zawieszeniu niewiarygodnej jednostki certyfikującej.
Krajewski był też pytany w poniedziałek, czy Polska zaskarży umowę UE-Mercosur do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu. Odparł, że ta kwestia jest "przedmiotem analizy i dyskusji w ramach rządu polskiego".
- Jesteśmy gotowi taką skargę złożyć, ale pamiętajmy o tym, że za podpisywanie umów odpowiada minister rozwoju i technologii, minister gospodarki. Oczywiście my wskazywaliśmy od początku na te zagrożenia związane z umową. Dzisiaj jesteśmy też tego zdania, że ona częściowo nie powinna wchodzić, bo przecież Parlament Europejski skierował ją do TSUE, żeby była sprawdzona pod kątem zgodności z przepisami prawa unijnego, ale też z traktatami - dodał.
Umowa UE-Mercosur może zacząć działać jedynie częściowo
- Tak jak widzieliśmy duże parcie, żeby w ogóle podpisać tę umowę, tak widzimy teraz też duże parcie przewodniczącej Komisji Europejskiej (Ursuli von der Leyen) do tego, żeby ona obowiązywała częściowo - powiedział.
Podpisana 17 stycznia br. umowa handlowa UE-Mercosur wprowadza preferencje celne dla eksporterów produktów takich jak wołowina, drób, nabiał, cukier i etanol z Argentyny, Brazylii, Urugwaju i Paragwaju. Rynki tych krajów otworzą się z kolei na europejski przemysł. Choć umowy nie ratyfikował jeszcze Parlament Europejski, KE mogła zdecydować o jej tymczasowym wdrożeniu po jej zatwierdzeniu przez co najmniej jeden kraj należący do bloku Mercosur. W czwartek porozumienie jako pierwszy ratyfikował parlament Urugwaju, a następnie Argentyny.
Tymczasowe stosowanie umowy oznacza, że zapisy porozumienia w części dotyczącej handlu, która jest kompetencją KE, zaczynają obowiązywać, zanim przejdzie ono pełną procedurę ratyfikacji i wejdzie w życie. W praktyce oznacza to natychmiastowe zniesienie ceł i barier handlowych. Do czasu pełnej ratyfikacji czekać będą inne kwestie, np. ochrona inwestycji.