NFZ tnie finansowanie badań. Zapłaci 40 proc. zamiast 100 proc., kolejki mogą wrócić

NFZ tnie finansowanie badań. Zapłaci 40 proc. zamiast 100 proc., kolejki mogą wrócić
NFZ tnie finansowanie badań. Zapłaci 40 proc. zamiast 100 proc., kolejki mogą wrócićShutterstock
dzisiaj, 09:10
aktualizacja dzisiaj, 15:01

NFZ zaczyna ciąć koszty i robi to tam, gdzie pacjenci odczują to najszybciej. Za część badań zapłaci już tylko 40 proc., choć do tej pory finansował je w całości. To może oznaczać mniej terminów i powrót kolejek. Pytanie brzmi: kto utknie w nich najdłużej?

Zmiana, którą zapowiada NFZ, nie polega wyłącznie na księgowej korekcie, ale na odwróceniu zasad, które obowiązują od 2021 roku, kiedy zniesiono limity w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej. Wtedy dostęp do badań i lekarzy miał być większy. Teraz system wraca do ograniczeń – choć nie wprost, lecz poprzez sposób rozliczeń.

NFZ płaci tylko 40 proc. za badania ponad limit. „Nielimitowane” zostają już tylko na papierze

Z formalnego punktu widzenia nic się nie zmienia – badania nie są ponownie objęte sztywnymi limitami. W praktyce jednak mechanizm finansowania zrobi swoje. NFZ zapowiada, że za świadczenia wykonane ponad kontrakt zapłaci 40 proc. zamiast 100 proc. Dotyczy to kluczowych badań diagnostycznych:

  • kolonoskopii
  • gastroskopii
  • rezonansu magnetycznego
  • tomografii komputerowej.

Szpitale i przychodnie muszą więc odpowiedzieć sobie na proste pytanie: czy stać je na dokładanie do każdego badania? Prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych Waldemar Malinowski nie ma wątpliwości. „Stawka degresywna w wysokości 40 proc. nie wystarczy nawet na pokrycie kosztów pracy” – powiedział PAP. I dodał wprost: świadczeniodawcy będą ograniczać przyjęcia do poziomu kontraktu.

Kolejki do badań i specjalistów wrócą tylnymi drzwiami. NFZ ogranicza finansowanie

To właśnie ten mechanizm budzi największe obawy. Do tej pory pacjent mógł liczyć, że nawet jeśli placówka przekroczyła limit, badanie zostanie wykonane. Teraz ten bufor znika. W efekcie:

  • liczba badań będzie bliższa limitowi kontraktowemu
  • część pacjentów zostanie przesunięta na później.

Organizacje pacjenckie alarmują, że oznacza to faktyczny powrót kolejek. Wojciech Wiśniewski z Federacji Przedsiębiorców Polskich tłumaczy, że NFZ znalazł się w sytuacji bez wyjścia. „Niemal wszystkie wydatki Funduszu są sztywne” – podkreśla. Jego zdaniem bez zmniejszenia kosztów system nie jest w stanie się zbilansować.

Kto najbardziej straci na zmianach NFZ? Pacjenci bez diagnozy i bez karty DILO

Na pierwszy rzut oka NFZ pozostawił ważne wyłączenia. Ograniczenia nie mają dotyczyć dzieci oraz pacjentów objętych szybką ścieżką onkologiczną (karta DILO). Problem polega na tym, że aby dostać kartę DILO, trzeba najpierw wykonać badania.

Prezeska Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej Dorota Korycińska zwraca uwagę na tę lukę. „Pacjent, który podejrzewa, że może być chory na nowotwór, nie ma jeszcze wystawionej karty DILO” – mówi. I dodaje: jeśli badanie nie zostanie wykonane na czas, choroba może się rozwinąć lub rozsiać. To oznacza, że najbardziej narażeni są pacjenci:

  • na etapie diagnostyki
  • z niespecyficznymi objawami
  • bez pilnego skierowania.

NFZ nie doszacował badań. Brakuje milionów już na poziomie jednego województwa

Problem nie jest abstrakcyjny. Dane dla województwa małopolskiego pokazują, jak wygląda to w praktyce. Były wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński wyliczył, że przy utrzymaniu liczby badań z 2025 roku:

  • wartość kolonoskopii wyniesie 5,56 mln zł
  • plan NFZ to 3,18 mln zł
  • po zmianach Fundusz zapłaci 4,13 mln zł.

Różnica to 1,43 mln zł – tylko dla jednego rodzaju badania i jednego regionu. W skali całego kraju oznacza to miliony złotych braków, które ktoś będzie musiał pokryć albo… ograniczyć liczbę badań.

Uderzy nie tylko diagnostyka. NFZ tnie też wizyty u specjalistów (AOS)

Cięcia nie kończą się na diagnostyce. NFZ planuje podobny mechanizm w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej. Do tej pory wizyty ponad limit były finansowane w całości. Teraz również mają być rozliczane na poziomie 40 proc. To szczególnie istotne, bo AOS już wcześniej był jednym z najbardziej obciążonych segmentów systemu. Dane NFZ pokazują, że w latach 2021–2025 wartość świadczeń wzrosła o 117 proc., a liczba świadczeń tylko o około 20 proc. Oznacza to rosnące koszty bez proporcjonalnego wzrostu liczby przyjętych pacjentów.

23 mld zł dziury w NFZ. To dlatego zaczynają się cięcia badań i wizyt

Źródłem problemu jest finansowa rzeczywistość systemu ochrony zdrowia. W 2026 roku przychody NFZ mają wynieść 217,4 mld zł, ale deficyt sięgnie 23 mld zł. Jednocześnie rosną wydatki, których nie da się łatwo ograniczyć. Od 1 lipca wynagrodzenia minimalne w ochronie zdrowia wzrosną o 8,82 proc., co automatycznie podnosi koszty świadczeń. Ministerstwo Zdrowia próbowało szukać oszczędności m.in. poprzez zmianę mechanizmu wynagrodzeń, ale – jak wynika z informacji z zespołu trójstronnego – propozycje te nie uzyskały zgody.

„To dopiero początek”. NFZ może wprowadzić kolejne ograniczenia dla pacjentów

Eksperci nie mają złudzeń, że obecne decyzje zamykają temat. Wojciech Wiśniewski wskazuje, że nawet jeśli zmiany przyniosą kilka miliardów złotych oszczędności, to wciąż za mało wobec skali deficytu.

NFZ będzie wprowadzał kolejne zmiany, bo nie ma innego wyjścia – podkreśla.

To oznacza, że system może stopniowo wprowadzać kolejne ograniczenia – niekoniecznie wprost nazywane limitami, ale odczuwalne dla pacjentów.

To jedne z najczęstszych badań w Polsce. Właśnie na nich NFZ zaczyna oszczędzać

Nie bez znaczenia jest fakt, że zmiany dotyczą najbardziej podstawowych narzędzi diagnostycznych. Kolonoskopia, tomografia czy rezonans to badania powszechnie stosowane, kluczowe w wykrywaniu chorób przewlekłych i nowotworów i coraz częściej wykonywane wraz ze starzeniem się społeczeństwa. Ich dostępność wzrosła szczególnie po 2021 roku, gdy zniesiono limity. Teraz system próbuje ograniczyć koszty właśnie tam, gdzie wcześniej zwiększył dostęp.

Pacjenci zapłacą czasem – i zdrowiem. Opóźniona diagnoza może kosztować najwięcej

Choć premier Donald Tusk zapewniał, że środki w systemie mają służyć „zwiększeniu dostępności i stabilności”, a nie tylko wzrostowi płac, praktyka może wyglądać inaczej. Najbardziej odczuwalnym skutkiem dla pacjentów nie będą nowe przepisy, ale czas oczekiwania. To on zdecyduje, jak szybko zostanie postawiona diagnoza i czy choroba zostanie wykryta na wczesnym etapie. A w wielu przypadkach – czy leczenie będzie skuteczne.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: gazetaprawna.pl

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.