Czy bezpieczny kredyt 2 proc. zmieni nasz rynek hipotek i mieszkań? Zapewne tak samo jak wszystkie inne programy oferowane w przeszłości przez rząd. Długoterminowo skończy się kosztami dla budżetu. Krótkoterminowo zauważymy przede wszystkim podwyżki cen mieszkań. Konsekwencji może być więcej. Tyle że wszystko jest w kategoriach „może”, bo będzie to zależeć z jednej strony od popularności programu, w którego ramach ludzie zaciągający hipoteki mogą liczyć w pierwszych 10 latach obowiązywania umowy na dopłaty ze strony państwa. Sprawią one, że faktycznie płacone oprocentowanie będzie w okolicach 2 proc. A z drugiej – od pojemności nowego mechanizmu.
Waldemar Buda, minister rozwoju i technologii, który firmuje BK2%, co kilka dni podaje rezultaty programu. Według stanu na początek poprzedniego tygodnia (zatem po nieco ponad miesiącu jego działania) do banków trafiło ponad 24 tys. wniosków i zawarto ponad 1 tys. umów na kwotę przekraczającą 400 mln zł. Liczba i wartość kredytów w tej chwili niewiele nam jeszcze mówią. Warto się zatrzymać nad liczbą wniosków. Żeby przekonać się, jaka jest skala zainteresowania kredytem z dopłatą, można to zestawić z liczbą umów zawartych przez krajowe banki w ostatnim czasie.
Według Biura Informacji Kredytowej w czerwcu umów było 11,5 tys., czyli o ponad połowę mniej niż wniosków o BK2% w lipcu (i kawałku sierpnia). A czerwiec był pod względem sprzedaży hipotek w całym naszym sektorze bankowym najlepszy od maja 2022 r. Jeszcze jedna informacja: granicę 24 tys. umów na hipoteki w skali miesiąca udało się przebić tylko w trzech miesiącach 2021 r. – w okresie runu na kredyty mieszkaniowe, któremu sprzyjały rekordowo niskie stopy procentowe (dwa wyjątkowo dobre miesiące przypadły na okres, w którym stopy zaczęły już rosnąć).
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.