Zgodnie z uchwałą powołującą komisję, ma ona czas do 30 września na przedstawienie Sejmowi sprawozdania ze swych prac; na sprawozdanie takie składa się - zgodnie z przepisami - stanowisko przyjęte przez komisję i złożone do niego zdania odrębne.

Raport: nie było nielegalnego lobbingu

W stanowisku przyjętym na czwartkowym posiedzeniu komisji można przeczytać m.in., że politycy PO nie brali udziału w nielegalnym lobbingu ws. ustawy hazardowej, choć ich zeznania są momentami mało wiarygodne; jest w nim również stwierdzenie, że źródłem przecieku o akcji CBA mogło być zarówno Biuro, jak i kancelaria premiera.

Opozycja - to skandal

Jednak zarówno posłowie opozycji, jak i koalicji nie kryli niezadowolenia z przyjętego dokumentu. Mówili, że jest wewnętrznie niespójny, kompromitujący i skandaliczny. Pojawiły się też epitety w stylu "wypociny" i "kaszana". Złożenie zdania odrębnego zapowiadają nie tylko posłowie PiS i Lewicy, nie wyklucza tego także przewodniczący Sekuła.

Tylko doba na zadnia odrębne

Kolejną kwestią, która zbulwersowała w czwartek członków komisji, była decyzja Sekuły o tym, że śledczy będą mieli tylko 24 godziny na złożenie zdań odrębnych do przyjętego raportu.

Wiceszef komisji Bartosz Arłukowicz (Lewica) mówił po zakończeniu czwartkowego posiedzenia, że Sekuła postąpił "w sposób niegodny". "W sposób, który pokazuje, jak bardzo można nie szanować prawa, jak można nie szanować prawa do głosu, jak bardzo można nie szanować tego, co mówi ustawa i konstytucja" - podkreślił.

Z kolei Andrzej Dera (PiS) podkreślał, że nie ma najmniejszego argumentu, by tak drastycznie ograniczać prawa opozycji. Zapewnił jednak, że mimo tak "skandalicznie krótkiego" czasu, który dał śledczym Sekuła na złożenie zdań odrębnych, PiS zdąży je przygotować. Jak ocenił, zakończenie prac komisji jest wielkim skandalem. "Sekuła daje nam 24 godziny po to, żeby od 6 sierpnia cały ten raport leżał sobie w Sejmie. To ewidentna próba zamknięcia ust opozycji" - powiedział Dera.

Beata Kempa (PiS) decyzję Sekuły nazwała "dyktatorską zagrywką". Sam przewodniczący przekonywał, że doba to wystarczający czas na wniesienie zdania odrębnego do raportu. "Uważam, że jedna doba na przedstawienie zdań odrębnych, gdy od kilku miesięcy członkowie komisji deklarują publicznie, że pracują nad swoimi wersjami dokumentów jest wystarczająca" - argumentował.

Zgodnie ze swoimi wcześniejszymi zapowiedziami w czwartek po południu Arłukowicz złożył do marszałka Sejmu Grzegorza Schetyny pismo z prośbą o interwencję w sprawie terminu na składanie zdań odrębnych do raportu z sejmowego śledztwa i wydłużenie go do 7 dni. "Rozmawiałem z marszałkiem Sejmu o sytuacji, która miała miejsce w czasie posiedzenia komisji. Złożyłem stosowne pismo z prośbą o interwencję w tej sprawie pana marszałka i prezydium Sejmu" - relacjonował dziennikarzom po spotkaniu z marszałkiem.

Poseł dodał, iż marszałek obiecał mu, że zajmie się sprawą. Tuż po rozmowie z Arłukowiczem do gabinetu marszałka został wezwany Sekuła. Po rozmowie ze Schetyną szef komisji hazardowej powiedział dziennikarzom, że decyzja o wyznaczeniu posłom doby na złożenie zdań odrębnych do raportu została podjęta zgodnie z regulaminem. "Żadne regulaminy, ani ustawa nie zostały naruszone" - dodał.

Sekuła stwierdził ponadto, że jest utartym zwyczajem parlamentarnym, że wnioski mniejszości są wnoszone w kilka godzin po zakończeniu prac komisji. Dodał też, że już w zeszłym tygodniu na konferencji prasowej poinformował, że zamierza dać posłom na wniesienie zdań odrębnych 24 godziny. "Tak więc decyzja była wcześniej zapowiedziana i przyjęta zgodnie z procedurą" - dodał.

Najpierw była kłótnia

Przyjęcie sprawozdania poprzedziła burzliwa dyskusja. Arłukowicz wskazywał na nieścisłości tekstu i wzajemnie wykluczające się fragmenty raportu. Sekuła odpowiedział, że jest to efekt zgłoszonych przez posła Lewicy poprawek. Jarosław Urbaniak (PO) mówił, że nie wie, jak zareagować, gdy ktoś (Arłukowicz) "płacze nad mlekiem, które sam rozlał".

Polityk PO wytykał Arłukowiczowi, że ten swoimi poprawkami zmienił raport wyrywkowo, zapominając o innych fragmentach dotyczących danej kwestii, które powinny być poprawione wraz z konkretną przyjętą modyfikacją. Poseł Lewicy ironizował, że musi teraz przeprosić za to, że złożył poprawki. Ocenił, że PO chce jak najszybciej przyjąć dokument, bez względu na jego jakość. "Głosujcie, macie większość" - mówił do swoich kolegów z Platformy.

Kempa oceniła, że zarzuty pod adresem Arłukowicza, to odwracanie "kota ogonem". Zwróciła się do posła Lewicy, by się nie martwił, że jest "jedynym sprawiedliwym w komisji". "Jest jeszcze dwóch innych sprawiedliwych, którzy chcieli dojść do prawdy(...), tylko nam to uniemożliwiono" - mówiła.

Kempa nazwała raport Sekuły "wypocinami" i "trupem", którego posłowie PiS i Lewicy próbowali reanimować swoimi poprawkami. Dodała też, że podczas prac komisji śledczej PO pokazała, jak "zabić prawdę".