Oprócz więzienia 41-letniemu Łatypauawi zasądzono także grzywnę w wysokości 8700 rubli białoruskich (ok. 13,5 tys. zł). Mężczyzna nie przyznał się do winy.

Zarzucano mu organizację i finansowanie działań, poważnie naruszających porządek publiczny, stawianie oporu wobec funkcjonariusza milicji i oszustwo finansowe. Kary 8,5 lat więzienia zażądał prokurator.

Łatypau jest mieszkańcem słynnego mińskiego podwórka, które ze względu na aktywność mieszkańców w czasie protestów, zaczęto nazywać Placem Przemian. W listopadzie na skutek ciężkich obrażeń w wyniku pobicia przez „nieustalone osoby” zmarł jeden z mieszkańców – Raman Bandarenka.

Reklama

Łatypau został zatrzymany we wrześniu ubiegłego roku. Wkrótce telewizja państwowa opublikowała reportaż, w którym twierdziła, że mężczyzna miał w domu trujące substancje i że zamierzał nimi zaatakować milicjantów. Wątek ten jednak nie pojawił się w aktach sprawy sądowej. Łatypau pracował jako arborysta, zajmował się również zwalczaniem toksycznego barszczu.

Proces rozpoczął się 1 czerwca. Podczas pierwszej rozprawy Łatypau w klatce sądowej (w której na Białorusi umieszcza się podsądnych) podjął próbę samobójczą. Później, jak relacjonowały media, przeżył w sądzie kryzys psychiczny. Zeznawał też m.in., że był ciężko bity podczas zatrzymania, a także – że w czasie postępowania grożono mu wszczęciem spraw karnych wobec bliskich osób.

Łatypau został uznany za więźnia politycznego przez białoruskich obrońców praw człowieka.