Współpracownicy Nawalnego nie podali orientacyjnej liczby uczestników środowych akcji. Szacunki policji są zwykle dużo niższe od liczb podawanych przez organizatorów demonstracji.

Setki ludzi zatrzymała w środę policja w Rosji na demonstracjach w obronie uwięzionego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego - szacuje niezależny portal Meduza. Ocenia, że jest to liczba znacznie mniejsza niż podczas poprzednich protestów zwolenników Nawalnego w styczniu.

W Moskwie zwolennicy Nawalnego gromadzili się w położonych blisko siebie kilku punktach: rejonie Placu Maneżowego nieopodal Kremla, ulicy Twerskiej, przed budynkiem niższej izby parlamentu - Dumy Państwowej. Na ulicę Twerską przyszli matka Nawalnego Ludmiła i jego brat Oleg. W centrum miasta, gdzie trwa manifestacja, pojawiła się także żona opozycjonisty. Tłum powitał ją skandując: "Julia, Julia!".

Wśród uczestników demonstracji jest także opozycyjny działacz i dziennikarz Władimir Kara-Murza.

Pojawiły się plakaty wzywające do uwolnienia Nawalnego. Ludzie przynieśli też flagi państwowe i egzemplarze konstytucji Rosji.

W Petersburgu służby komunalne zamknęły centralne stacje metra. Tłum zgromadził się najpierw na Placu Senackim. Uczestnicy demonstracji żądali, by do Nawalnego dopuszczono lekarza. Niektórzy wznosili też hasła wymierzone przeciwko prezydentowi Władimirowi Putinowi: "Rosja bez Putina!", "Precz z carem!".

Policja uprzedzała, że rozpocznie zatrzymania i użyje siły wobec uczestników demonstracji. Funkcjonariusze powiedzieli też dziennikarzom, by nie przeszkadzali w zatrzymaniach i myśleli o własnym bezpieczeństwie.

Sztab Nawalnego w środę wieczorem poinformował, że kończy demonstrację, ponieważ na ulicach Petersburga robi się niebezpiecznie. Według portalu OWD-Info, monitorującego zatrzymania w Rosji, w Petersburgu zatrzymanych zostało na demonstracji i przed nią ponad 350 osób.

Zakończyła się też demonstracja w Moskwie. Działacze komisji społecznej monitorującej areszty i więzienia poinformowali, że w stolicy policja zatrzymała 20 osób. Przedstawiciel komisji Aleksiej Mielnikow powiedział, że działacze odwiedzili komisariat w dzielnicy Kuncewo, na który trafiło 15 uczestników demonstracji. Ludzie ci zostali już zwolnieni. "Poważnych naruszeń nie odnotowaliśmy" - powiedział Mielnikow w rozmowie z agencją TASS.