Ogólniki: konstatacja, iż naloty USA i Izraela naruszają prawo międzynarodowe, sprzeciw wobec siłowych rozwiązań i wyrazy „głębokiego zaniepokojenia” – to jak dotąd główne elementy reakcji Pekinu na amerykańsko-izraelską operację w Iranie. „Wzywamy wszystkie strony do wstrzymania działań wojskowych i zapobieżenia rozprzestrzenianiu się konfliktu” – oświadczyła wczoraj rzeczniczka chińskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Państwo Xi waży słowa. Czy to zaloty do państw arabskich?

Nawet słowa potępienia dla działań atakujących były przez dyplomację Chin artykułowane ostrożnie. Pojawiły się na dalszym planie i ograniczono je ściśle do kwestii zabójstwa irańskiego przywódcy, ajatollaha Alego Chameneiego. Przedstawicielka chińskiego MSZ nie chciała też odpowiedzieć na pytanie o to, czy Pekin jest skłonny udzielić Iranowi pomocy wojskowej, jeśli ten o to poprosi.

Mocno akcentowała za to zbieżność stanowiska ChRL z poglądami państw Zatoki Perskiej, które opowiadają się za rozwiązaniem zaistniałego kryzysu w drodze dialogu i dyplomacji. Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar i Kuwejt w ostatnich dniach były celami irańskich rakiet w ramach działań odwetowych Teheranu. Według deklarowanych przez Iran intencji ataki te miały być wymierzone w amerykańskie aktywa wojskowe w regionie. Podkreślano, że nie ma mowy o szukaniu konfrontacji z sąsiednimi krajami arabskimi. W praktyce rakiety spadały również na cele cywilne.

Geopolityczny tandem zamiast trójkąta. Moskwa ważniejsza od Teheranu

Pekin dość długo wstrzymywał się z szerszym stanowiskiem w sprawie amerykańsko-izraelskiej operacji. O podejściu Chin poinformowano dopiero po rozmowie Wanga Yi, ministra spraw zagranicznych ChRL, ze Siergiejem Ławrowem. W obszernym komunikacie zasygnalizowano, że Moskwa i Pekin ściśle koordynują swoją politykę wobec nowego konfliktu. Uznano za nieakceptowalny fakt, że atak USA i Izraela na Iran miał miejsce w trakcie prowadzonych z tym krajem negocjacji, a tym bardziej realizację „jawnego zamachu na przywódcę suwerennego państwa i podżeganie do zmiany ustroju”.

Ostrzej do operacji w Iranie odniosła się Moskwa. Władimir Putin nazwał likwidację przywódcy Iranu morderstwem popełnionym w sposób cyniczny i z pogwałceniem wszelkich norm. Rosyjski MSZ zarzucił USA i Izraelowi „intencjonalny i niesprowokowany akt zbrojnej agresji” i „popychanie regionu w kierunku humanitarnej, gospodarczej, a potencjalnie nawet radiologicznej katastrofy”. „Intencje agresorów są ewidentne i zostały otwarcie wyrażone: rozmontować ład konstytucyjny i usunąć przywódców państwa uznanych za niepożądanych, ponieważ nie zgodzili się ustąpić przed dyktatem siły i naciskami hegemonicznymi” – stwierdzono. Rosja nie zadeklarowała jednak żadnych działań, które mogłyby zostać uznane za akt innego niż werbalne wsparcia dla Teheranu.

Niespełna dwa tygodnie wcześniej Iran przeprowadził wspólne z Chinami i Rosją ćwiczenia w strategicznej cieśninie Ormuz, a doradca Putina i były wieloletni szef FSB Nikołaj Patruszew mówił o budowie „wielobiegunowego ładu na oceanach” w kontrze do hegemonii Zachodu. Kilka dni przed rozpoczęciem nalotów pojawiły się też informacje o podpisaniu nowego rosyjsko-irańskiego kontraktu na uzbrojenie obejmujące 500 zestawów przenośnych wyrzutni rakietowych MANPADS. Niewiele wcześniej Rosjanie mieli dostarczyć Teheranowi śmigłowce szturmowe Mi-28.

Chiny stawiają na „długą grę” i wzmacnianie soft power

– Iran z Rosją i Chinami bywał sklejany w debacie publicznej jako nowa odsłona bushowskiej „osi zła”. W rzeczywistości relacje w tym trójkącie były bardzo niesymetryczne. Waga Teheranu dla Chin była i jest nieporównywalnie mniejsza niż Moskwy. W ostatnich latach Chiny były z punktu widzenia Iranu głównym odbiorcą ropy naftowej, ale w innych wymiarach relacje z Teheranem nie były tak bliskie, jak twierdzono – komentuje Jakub Jakóbowski, wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich i specjalista ds. polityki chińskiej.

Według niego na tym etapie głównym celem Pekinu jest kreowanie się – zwłaszcza w oczach państw Globalnego Południa – na siłę koncyliacyjną, stabilizującą ład międzynarodowy, antagonistę agresywnej i nieprzewidywalnej Ameryki. Może szukać też możliwości rozgrywania i budowania dystansu pomiędzy USA a częścią jej regionalnych partnerów.

– Spodziewam się, że Chińczycy przyjmą wyczekującą postawę, maksymalnie wyzyskując dla siebie szanse, które dawać będzie scenariusz „uwiązania” sił amerykańskich na Bliskim Wschodzie. Zmienić to mógłby dopiero scenariusz szerszego rozlania się konfliktu i naruszenie żywotnych interesów gospodarczych Chin, np. w wyniku trwałej blokady cieśniny Ormuz – prognozuje ekspert.