Dla Moskwy niekorzystny jest sam fakt uderzenia na jej sojusznika. Podobnie jak to, że – jak ocenia Instytut Studiów nad Wojną – z powodu zaangażowania w wojnę na Ukrainie Rosja nie jest w stanie udzielić Teheranowi liczącej się pomocy. Ale amerykańsko-izraelskie uderzenie podkreśla ograniczoną skuteczność (jeśli nie bezsilność) Kremla na jeszcze innej płaszczyźnie. Otóż głosi on ideę (choć nie praktykuje), w myśl której podstawą stosunków międzynarodowych ma być poszanowanie suwerenności państw i niemieszanie się w ich sprawy wewnętrzne bez zgody Rady Bezpieczeństwa ONZ. Demonstracyjne działania Donalda Trumpa wbrew tej idei podkreślają ograniczoną sprawczość Moskwy.

Rosnąca bezsilność Rosji

Także dlatego nie sposób uznać konfliktu irańskiego za jednoznacznie korzystny dla Moskwy. Niemniej obecnie przeważają aspekty konfliktu z jej punktu widzenia pozytywne. Zaangażowanie na Bliskim Wschodzie redukuje zainteresowanie i możliwości zaangażowania się USA na Ukrainie. Zmniejsza do zera prawdopodobieństwo, że Trump, sfrustrowany unikami Władimira Putina, by realnie włączyć się w poszukiwania kompromisowego pokoju, zdecyduje się użyć kija, czyli wzmożonego wsparcia dla Kijowa. Dotąd też niewiele wskazywało na realność takiego rozwoju wydarzeń, a jeśli ktoś irytował Trumpa, to raczej słabsza Ukraina, a nie silniejsza Rosja, ale ten wariant nie był całkowicie wykluczony. Nawet jeśli Rosjanie grali tak, żeby maksymalnie redukować jego realność. Teraz już nie muszą. Dodajmy do tego sprawy czysto wojskowe. Operacja irańska zużywa zasoby armii USA. Te zasoby również (choć mniej niż w przypadku Europy) zostały nadwątlone w okresie rozkoszowania się „wakacjami od historii”.

Sekretarz wojny Pete Hegseth niejednokrotnie uzasadniał niechęć do wspierania Ukrainy dostawami niemożnością szybkiego zniwelowania niedoborów w magazynach. Teraz każda godzina drastycznie zwiększa ten niedobór i Rosjanie dobrze o tym wiedzą. Ponadto zamknięcie cieśniny Ormuz oznacza nieuchronnie zmniejszenie ilości ropy na światowych rynkach, a więc zwiększenie jej ceny oraz cen produktów ropopochodnych, a także gazu. Rosja jest wielkim producentem tych surowców, a do tego nie transportuje ich przez Ormuz. Konflikt irański oznacza dla niej duże zyski, choć nie wiadomo, jak długo to potrwa. Pewna zależność rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego od Teheranu (dostawy dronów) została zaś ograniczona poprzez udoskonalenie przez Rosjan irańskich technologii i rozwinięcie ich produkcji w granicach Federacji. Zatem i ten negatywny dla Moskwy skutek konfliktu, który byłby dotkliwy w 2022 czy 2023 r., został zminimalizowany.

Rosji nie stać na wiele

Moskwy nie stać, patrząc realistycznie, na wsparcie sojusznika ani w ogóle na liczące się zaangażowanie wojenne poza Ukrainą. Ale ludzie nad Wołgą nie zawsze mierzą ryzyko naszą miarą. I jestem przekonany, że w niektórych co bardziej skłonnych do awantur „basztach Kremla”, jak mawiają Rosjanie, lęgną się w tej chwili koncepcje, by wykorzystać do maksimum otwarte przez Trumpa okno możliwości. I np. spróbować zadziałać metodą faktów dokonanych na pograniczu Estonii czy Łotwy, by potem mieć w rękach kolejny przedmiot handlu z USA i NATO. Byłoby to posunięcie co się zowie hazardowe, ale Rosjanie decydują się czasem na grę w ruletkę o wysokie stawki. To wszystko pozwala sądzić, że choć oficjalnie Siergiej Ławrow wzywa do zakończenia interwencji w Iranie, tak naprawdę na Kremlu modlą się, by ów konflikt trwał jak najdłużej i z maksymalną intensywnością.