Przydacz był pytany w Programie Pierwszym Polskiego Radia, czy Polska podobnie jak Kanada, USA czy Wielka Brytania zaleca lub planuje ewakuację rodzin dyplomatów z Ukrainy.

"Nie ma w tym momencie takiej decyzji o ewakuacji polskich dyplomatów, natomiast nie będę ukrywał, że my takie plany ewentualnościowe mamy już przygotowane. Już jakiś czas temu w MSZ przeglądaliśmy wszelkie procedury, byliśmy wewnętrznie w kontakcie, aby nie być zaskoczonym" - powiedział Przydacz.

Zwrócił uwagę, że Polska ma najliczniejszą obsadę dyplomatyczną na Ukrainie ze wszystek państw europejskich. Jest to - jak mówił - nie tylko ambasada w Kijowie, ale również konsulaty w Charkowie, Odessie, Winnicy, Lwowie czy w Łucku.

Reklama

"W sytuacji, w której doszłoby do bezpośredniego zagrożenia naszych dyplomatów, w naturalny sposób będziemy reagować" - podkreślił wiceszef MSZ.

Przydacz odpowiadając na kolejne pytania, powiedział, że jest wiele możliwych scenariuszy rozwoju sytuacji na Ukrainie. Zwrócił uwagę, że Rosja zgromadziła ponad 100 tys. żołnierzy przy wschodniej granicy Ukrainy, a kolejne dziesiątki tysięcy rosyjskich żołnierzy ćwiczą na Białorusi.

"Groźba działań zbrojnych jest naprawdę realna, my z perspektywy dyplomatycznej staramy się oczywiście otwierać przestrzeń do rozmów, ale Rosja tak naprawdę eskaluje te żądania. Te żądania są niemożliwe do spełnienia i w naturalny sposób świat zachodni nie może ich spełnić, bo nie może łamać prawa międzynarodowego i swoich własnych wartości, nie może doprowadzić do powrotu jakiś stref wpływów" - podkreślił wiceszef MSZ. (PAP)

autor: Karol Kostrzewa