Dyrektorzy szpitali powiatowych i samorządowcy będą dziś protestować przed ministerstwem zdrowia. Domagają się rozliczenia za wykonane świadczenia medyczne oraz stabilnego finansowania systemu ochrony zdrowia. Jednocześnie swój pomysł na reformę systemu forsuje Lewica.

Propozycja zakłada likwidację 9-proc. składki zdrowotnej i wprowadzenie 12-proc. podatku zdrowotnego od dochodu z kwotą wolną od podatku wynoszącą 30 tys. zł. Według Lewicy zastąpienie składki podatkiem zdrowotnym miałoby przynieść NFZ dodatkowo 30 mld zł rocznie, a większy udział w finansowaniu systemu ochrony zdrowia poniosłyby wówczas osoby zamożne oraz korporacje. Środki na leczenie miałyby też pochodzić z podatku "tłuszczowego" oraz akcyzy na alkohol i papierosy. Rozwiązanie zakłada finansowanie ochrony zdrowia na poziomie 9 proc. PKB.

O szczegółach politycy Lewicy rozmawiali już z ministrem finansów Andrzejem Domańskim oraz ministrem zdrowia Jolantą Sobierańską-Grendą. Ten pierwszy miał zachować dystans wobec propozycji, szefowa resortu zdrowia czeka zaś na opinię resortu finansów. - W oparciu o uwagi, które przekaże nam minister Domański, przygotujemy poselski projekt ustawy w tej sprawie - deklaruje Anna Maria Żukowska, szefowa klubu Lewicy. - Pomysły służą temu, by pokazywać alternatywy dla obecnego stanu rzeczy. Jesteśmy jedynym ugrupowaniem, które szuka rozwiązań, zamiast tylko załamywać ręce i powtarzać, że nie ma pieniędzy - dodaje.

Eksperci: bez reform systemowych nic się nie zmieni

- Jeśli nowy podatek wygeneruje takie same przychody jak dotychczas, w praktyce niewiele się zmieni - mówi DGP dr Jerzy Gryglewicz z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego w Warszawie. Wyzwaniem nie są jego zdaniem wyłącznie pieniądze, ale także m.in. błędy organizacyjne w udzielaniu świadczeń. - Największym problemem jest obecnie nadmierne leczenie szpitalne zamiast ambulatoryjnego - zaznacza. - To paradoks: Lewica, która z jednej strony deklaruje pilną potrzebę zmian, z drugiej strony broni jak niepodległości m.in. porodówek, które z punktu widzenia racjonalności nie powinny funkcjonować. Bo baza szpitalna powinna zostać dostosowana do sytuacji, choćby niżu demograficznego. Analogiczny problem dotyczy oddziałów zabiegowych, gdzie liczba wykonywanych procedur jest zbyt mała w stosunku do kosztów ich funkcjonowania - mówi.

Anna Gołębicka, ekonomistka i ekspertka Centrum im. Adama Smitha: - Brakuje dziś rzetelnych wyliczeń dotyczących skutków finansowych pomysłu Lewicy. Nie ma analizy pokazującej, jakie realne wpływy przyniesie on systemowi ochrony zdrowia.

Wprowadzenie stawki 12-proc. przy jednoczesnej kwocie wolnej od podatku na poziomie 30 tys. zł może nie przynieść zakładanych efektów. - Nie wiemy, jak zachowają się konsumenci i przedsiębiorcy: czy będą próbowali wykazywać dochody poniżej 30 tys. zł, czy może będą szukać innych sposobów obejścia tej daniny. W efekcie może to osłabić zasadę solidaryzmu i doprowadzić do przerzucenia ciężaru finansowania systemu głównie na najlepiej zarabiających - przekonuje Gołębicka. - Skoro składka ma być liczona od dochodu, a nie od przychodu, można się spodziewać zwiększonego "uciekania w koszty" i prób wykazywania niższych dochodów - argumentuje.

Podatek zdrowotny zamiast składki? Opozycja krytyczna

Komentarze opozycji? Janusz Cieszyński z PiS ocenia, że szczegóły i konsekwencje propozycji Lewicy pozostają niejasne. - Wiemy jednak, że pomysł Lewicy zakłada m.in. podnoszenie podatków. A to z pewnością spotka się ze sprzeciwem prezydenta Karola Nawrockiego - podkreśla.

Marcelina Zawisza z partii Razem: - Założenia pokrywają się z tym, o czym mówimy od lat i mogłyby realnie zmienić sytuację w ochronie zdrowia. Problem w tym, że podczas negocjacji programowych i tworzenia umowy koalicyjnej Nowa Lewica koncentrowała się przede wszystkim na obsadzie stanowisk, a nie na rozmowach dotyczących zwiększenia wydatków na ochronę zdrowia.

Zawisza zwraca uwagę, że sceptycznie wobec propozycji odnosi się m.in. minister Domański, co ogranicza szanse na skuteczne procedowanie projektu ustawy. - Co więcej, Nowa Lewica rokrocznie głosuje za budżetem, który z perspektywy systemu ochrony zdrowia jest niewystarczający. Minister Sobierańska-Grenda mówiła, że w tym roku będzie brakowało 23 mld zł, a mimo to wszyscy przedstawiciele Nowej Lewicy poparli budżet - podkreśla.