Szymon Hołownia publicznie nie pozostawił wątpliwości, po której stoi stronie. – Ta grupa rozłamowców, która opuściła Polskę 2050 pod wodzą Pauliny Hennig-Kloski, nie odchodzi z tego powodu, że ma inne pomysły na politykę (…) ma inny program. Powód ich odejścia jest jeden: chorobliwa nienawiść do Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. (…) To nienawiść do wybranej w demokratycznych wyborach przewodniczącej, doprowadziła do tego dzisiejszego podziału” – ocenił. Wcześniej mówił też, że czuje się oszukany przez Hennig-Kloskę.
Hołownia żałuje oddania sterów Pełczyńskiej
W partii słyszymy jednak, że to, co Hołownia mówi publicznie, to tylko jedna strona medalu. Według rozmówców DGP były lider ugrupowania jest wyraźnie rozgoryczony i to nie tylko z powodu "rozłamowców". – Powiedział w wąskim gronie, że to był błąd, że nie wystartował na przewodniczącego. Ma żal do osób, które go do tego namawiały – relacjonuje jeden z polityków Polski 2050.
W tym kontekście padają nazwiska Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz i Pawła Śliza. – Uważa, że oddał stery, a partia wymknęła się spod kontroli. Za ich namową podjął decyzję, której teraz żałuje. Publicznie broni wyboru Katarzyny, ale prywatnie nie ukrywa, że dziś nie popełniłby tego samego błędu – słyszymy.
Według naszych rozmówców Hołownia ma też poczucie, że obie strony sporu dolewały oliwy do ognia. – To nie był proces opisany na wygaszenie napięcia. Wyglądało to raczej jak dociskanie pedału gazu przed zderzeniem – mówi osoba znająca kulisy rozmów.
Poranek „ostatniej szansy”
Jak słyszymy, jeszcze w środę rano obóz Pełczyńskiej-Nałęcz miał podejmować ostatnie próby zatrzymania posłów. – Były rozmowy, propozycje funkcji, miejsc w komisjach, różne obietnice. Chodziło o to, żeby nie odeszli do Pauliny, bo groziło to posypaniem się klubu – wyjaśnia jeden z parlamentarzystów.
Inne źródło potwierdza: – To były próby przekonania ludzi stanowiskami. Ostatnie telefony, ostatnie rozmowy. Każdy poseł był na wagę złota – podkreśla. Stawką była arytmetyka sejmowa. Klub parlamentarny Polski 2050 utrzymał formalny status minimalną przewagą. – To klub zawieszony na jednym pośle. Wystarczy jedno odejście i stanie się kołem – słyszymy. Różnica między klubem a kołem to nie tylko symbolika. Klub ma większe uprawnienia proceduralne, większą reprezentację w Konwencie Seniorów, lepszą pozycję negocjacyjną wobec partnerów koalicyjnych. – Jeśli stracą klub i zostaną kołem, to będzie całkowita polityczna kompromitacja – ocenia jeden z rozmówców.
W partii nie brakuje opinii, że obecna większość jest krucha. – Ten klub wisi na włosku. To nie jest stabilna konstrukcja – mówi członek Polski 2050.
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz nie zostanie wicepremierem
Z otoczenia premiera Donalda Tuska płyną głosy, że decyzja już zapadła – Pełczyńska-Nałęcz nie zostanie wicepremierem. Wszystko wskazuje na to, że wewnętrzny kryzys w partii bezpośrednio przełożył się na utratę politycznych ambicji związanych z rozszerzeniem wpływów w rządzie. - Jest decyzja, że tej funkcji nie dostanie. To w partii jest przyjmowane jako przesądzone – słyszymy od członka Polski 2050.
Ostateczna decyzja premiera ws. stanowiska, o które Pełczyńska ubiegała się od miesięcy, to dla szefowej Polski 2050 kolejna gorzka pigułka do przełknięcia. – Widać było, że to ją zabolało. Ale politycznie to było do przewidzenia – po rozłamie trudno byłoby uzasadnić taką nominację – ocenia jeden z naszych rozmówców.
Ministerstwo Klimatu i Środowiska już nie najważniejsze
W środę wieczorem – już po ogłoszeniu rozłamu – odbyło się spotkanie online partii. Przewodnicząca przekonywała, że część "rozłamowców" z pewnością się zreflektuje i wróci do Polski 2050. Zapewniała, że drzwi cały czas są otwarte. Jednak ze statutu partii wynika, że powrót do partii jest możliwy dopiero po upływnie 3 lat od rezygnacji.
Pełczyńska odpowiedziała też na pytania o przyszłość Ministerstwa Klimatu i Środowiska, którego szefową najprawdopodobniej pozostanie Paulina Hennig-Kloska. – Katarzyna stwierdziła, że to nie jest najważniejsze ministerstwo i że można bez niego funkcjonować, bo nie ma tam za dużo pieniędzy. Dla części środowiska, które budowało tożsamość partii wokół "zielonej niepodległej", to był symboliczny zwrot – relacjonuje uczestnik spotkania.
Publicznie Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz przekonuje, że mimo rozłamu do partii dołącza więcej osób niż kiedykolwiek wcześniej. Według naszych rozmówców ta narracja ma jednak charakter wyłącznie wizerunkowy. – To jest komunikat na zewnątrz. W środku nikt nie widzi żadnej masowej fali nowych członków – mówi jeden z działaczy regionalnych.
Jak słyszymy, do partii dołączają pojedyncze osoby, "często aktywni w mediach społecznościowych sympatycy Pełczyńskiej". – To nie są struktury, które zrównoważą odejścia. Ludzie już rezygnują, tylko nie wszyscy komunikują to publicznie. Część czeka na odpowiedni moment, dają Paulinie czas na stworzenie nowej formacji – słyszymy.
Paulina Hennig-Kloska buduje własne zaplecze
Równolegle środowisko Pauliny Hennig-Kloski rozpoczęło organizowanie własnej struktury. – Rejestrujemy stowarzyszenie, które będzie zrzeszać ludzi Pauliny. To pierwszy krok do budowy trwałego zaplecza – mówi osoba zaangażowana w projekt.
Formalna rejestracja partii to perspektywa dłuższa, ale stowarzyszenie ma stworzyć bezpieczną przystań dla tych, którzy opuszczają Polskę 2050. – Ludzie czekają na strukturę, do której mogą dołączyć. Gdy ona powstanie, przepływ będzie widoczny – słyszymy.
W otoczeniu Hennig-Kloski podkreśla się różnicę stylów przywództwa. – Paulina chce szerokiego centrum - dla ludzi o różnych poglądach, gotowych do rozmowy. Katarzyna buduje wyraziste centrum wokół siebie – mówi jeden z polityków.
Inny dodaje: – Za Pauliną stoją autentyczni ludzie i energia. Za Katarzyną – przede wszystkim jej najbliższe środowisko. To zasadnicza różnica filozofii politycznej.
Rozłam z konsekwencjami
Rozpad Polski 2050 to nie tylko konflikt personalny. W partii słychać głosy, że nawet jeśli formalnie większość się utrzyma, proces erozji struktur już się rozpoczął. – Partia opiera się na ludziach. Jeżeli oni odchodzą, nawet najlepsza konstrukcja statutowa nie pomoże – mówi jeden z działaczy.
Na razie wszystko zależy od najbliższych dni i decyzji pojedynczych parlamentarzystów. – Wystarczy jeden ruch i układ sił w Sejmie się zmieni – podsumowuje nasz rozmówca. A to oznacza, że polityczny finał tej historii może być jeszcze przed nami.