"Będę zabiegał o powstanie prawicowej koalicji. Jeśli z powodu fochów drugiej strony nie będzie to możliwe, to być może zresetuję się na rok" - zadeklarował Jacek Kurski z Solidarnej Polski.
Reklama

Jacek Kurski mówił także o przyczynach porażki SP w wyborach.

- Tomasz Adamek zdominował narrację i był przez kilka tygodni twarzą kampanii Solidarnej Polski, co zaszkodziło nam w dwóch momentach: gdy wyszedł na jaw wypadek alkoholowy i gdy mówił o leczeniu homoseksualizmu egzorcyzmami. Musiałem tłumaczyć się w Warszawie za różne stwierdzenia w rodzaju takich odkryć kopernikańskich jak to, że homoseksualizm można leczyć egzorcyzmami. W takich miastach jak Warszawa, Szczecin, Poznań czy Gdańsk za takie słowa po prostu przegrywa się wybory. Zadzwoniłem wtedy do Zbyszka Ziobry i mówię: "Po takich tekstach to my w Warszawie nie mamy czego szukać" - wspominał w TVN24 Kurski.

Polityk odpierał także zarzuty Zbigniewa Ziobry, które cytuje "Wprost" - według szefa Solidarnej Polski Kurski osiągnął najgorszy wynik ze wszystkich okręgów i to jest "poważny problem dla partii".

- Jestem zaskoczony takim stwierdzeniem, dlatego że my w wielkich miastach wszędzie braliśmy po 2 proc. Czym się różni moje niecałe 10 tysięcy od 5 tysięcy Ludwika Dorna, od 6 tysięcy Arkadiusza Mularczyka, 8 tysięcy Andrzeja Dery czy 11 tysięcy Tomasza Adamka? Oczywiście oczekiwałem lepszego wyniku, natomiast dostałem to, co dostawałem w wielkich miastach - mówił.

Przekonywał też, że wynik 4 proc., jak na partię bez subwencji to "wynik honorowy".