We wtorek szef dyplomacji jednego kraju mówi, że USA i Europa muszą za wszelką cenę trzymać się razem. W środę jego odpowiednik w innym państwie stwierdza, że USA i Europa już od jakiegoś czasu kroczą osobnymi ścieżkami i że związek trzeba zbudować na nowo. Przypadek? Nie sądzę.
Ten pierwszy to minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii Jeremy Hunt, który zaapelował do państw UE, aby stały z Ameryką (wobec Rosji) ramię w ramię. Ten drugi to Heiko Maas, szef dyplomacji Niemiec, który wezwał Europę do tego, aby stała się przeciwwagą dla USA.
Pierwszy stwierdził, że Trump tak naprawdę uznaje powojenny, globalny ład, na straży którego dotychczas stały USA – i jego kluczowy element, czyli sojusz transatlantycki. Ten drugi napisał, że Trump tę wspólnotę osłabił – chociaż jego działania wpisały się w szerszy proces, który trwa od jakiegoś czasu.