Autopromocja

"Biały mazur. Kino kobiet w polskiej kinematografii" - recenzja

"Biały mazur. Kino kobiet w polskiej kinematografii"
"Biały mazur. Kino kobiet w polskiej kinematografii"Media
6 sierpnia 2013

Długo czekałem na taką publikację. „Biały mazur. Kino kobiet w polskiej kinematografii” Moniki Talarczyk-Gubały wypełnia wieloletnią lukę w opisie rodzimego kina z nowej, feministycznej perspektywy.

Márta Mészáros opowiadała mi kiedyś, że zwłaszcza w latach 60. i 70. razem z Wandą Jakubowską (jedną z bohaterek „Białego mazura” i autorką filmu pod takim tytułem) na światowych festiwalach były traktowane jako niegroźne filmowe małpki z obozu wschodniego. Kobieta reżyserka stanowiła wówczas trudną do przyjęcia efemerydę. Od tego czasu prawie wszystko się zmieniło, a nazwiska takie jak Holland, Szumowska czy Kędzierzawska stanowią o sile polskiej kinematografii. Niemniej wciąż pokutuje u nas mit reżysera mężczyzny. Najchętniej nieco szowinistycznego, w typie macho, oczywiście z wąsami. A że sprawa nie dotyczy wyłącznie Polski, wystarczy prześledzić listę nazwisk reżyserek nominowanych do Złotej Palmy albo weneckich Lwów, o nominacjach do Oscara nie wspominając (znamienne, że w tej konkurencji na poparcie akademików może liczyć jedynie Kathryn Bigelow mówiąca o sobie: „Jestem facetem w spódnicy”).

„Biały mazur” jest próbą – dodajmy, próbą wielce udaną – przepisania dziejów polskiego filmu przez pryzmat kobiecej emancypacji, z użyciem właściwych do tego celu narzędzi feministycznych. Brzmi to bardzo poważnie, a przecież główna wartość pracy Talarczyk-Gibały polega na tym, że autorce udało się połączyć dwie sfery często wzajemnie się wykluczające. Książka została pasjonująco napisana, a autor, często ukrywający się w tego rodzaju publikacjach w gąszczu przypisów i cudzych myśli, odważnie pojawia się na pierwszym planie. Monika Talarczyk-Gubała ma własne, niepodległe poglądy ideologiczne i estetyczne, których nie wstydzi się ujawniać. Warto zatem potraktować tę pozycję jako rewizję dotychczasowego kanonu woman’s cinema w polskim wydaniu. Temat przez całe dekady był przez polskie filmoznawstwo marginalizowany lub traktowany pretekstowo (w serii wywiadów lub rozproszonych tekstów). Gubała zebrała dotychczasowe materiały, tworząc w oparciu o nie autorską wizję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.