Autopromocja

Świetliki "Sromota" - recenzja

Świetliki
ŚwietlikiMedia / Andrzej Pilichowski-Ragno
14 października 2013

Świetliki to jeden z tych zespołów, które pochłania się jak setkę wódki. Albo szybko rozgrzeje, albo spowoduje odruch wymiotny. Właśnie wydali nową płytę, i to nie jedną

"Sromota" to pierwszy krążek zespołu Marcina Świetlickiego od ośmiu lat. Nie znaczy to jednak, że poeta i reszta odpoczywali. Grali koncerty, Świetlicki pisał książki. „Sromota” składa się aż z trzech krążków i 36 piosenek. Jak przekonuje zespół, „to dzieło sześciu umysłów i dwunastu rąk”. Do kapeli w ostatnim czasie dołączyli bowiem Zuzanna Iwańska (altówka) i Michał Wandzilak (klawisze). Ponownie gościnnie na płycie Świetlików pojawił się mamroczący Bogusław Linda. Głosu użyczył również Pablopavo, a na harfie zagrał Fryderyk Lutyński. Materiał jest na pewno najbardziej dojrzały muzycznie w karierze kapeli. Współzałożyciel zespołu Grzegorz Dyduch powiedział w jednym z wywiadów, że dla niego to pomieszanie Siekiery z Variete i Doroty Rabczewskiej z Bajorem, ale „intuicja podpowiada nam, że jest grupa słuchaczy, dla których w muzyce liczy się ambient, development i élan vital. I dla nich jest ta płyta. A że jakiś oligofreniczny modniś będzie nas miał za żywą skamielinę? Jego sprawa”. W tych słowach zawiera się klucz do Świetlików. Bo słuchając ich dźwięków i tekstów Świetlickiego, można albo się w nich zakochać, albo z mdłym odruchem odrzucić. Szczególnie wokal autora tekstów. To jednocześnie przekleństwo i zaleta zespołu.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.