Po wydaniu płyty "Vena Amoris" Lipnicka może ostatecznie pożegnać się z życiem gwiazdy, które poznała, śpiewając w latach 90. z Varius Manx i w początkach solowej kariery.
Jej najnowszy krążek „Vena Amoris” nie poleci w radiu, nie będzie dla niego miejsca na festynach. To płyta nagrana w konkretnym klimacie, u nas mało popularnym. Zahacza co prawda wyraźnie o styl country, ale to nie jest sielskie, naiwne granie w stylu pikników w Mrągowie. To muzyka rodem z amerykańskiej sceny folkowo-countrowej. Sporo gitar, ale też bandżo, wibrafon, akordeon, kontrabas, mandolina. Momentami brzmi jak soundtrack do pogrzebowej sceny z westernu (tytułowy „Vena Amoris”) albo przypomina numery mistrzyni mroku PJ Harvey („Nie wiem”).
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.