Autorytet sądu w społecznym odbiorze z pewnością upada na naszych oczach - mówi w rozmowie z DGP Bartosz Pilitowski, prezes Fundacji Court Watch Polska, komentując wydarzenia na rozprawie w Nysie. I dodaje, że większe przyzwolenie na zachowania naruszające powagę może być skutkiem kryzysu zaufania do wymiaru sprawiedliwości.
Nie milkną echa wydarzeń z Sądu Rejonowego w Nysie, gdzie obrońca oskarżonego w sprawie dotyczącej mowy nienawiści – w nieakceptowalnej dla wielu formie – podważał bezstronność sędziego. Sugerował przy tym, że znaczenie może mieć pochodzenie członka składu orzekającego. Jak pan ocenia tę sytuację?
Przede wszystkim należy pamiętać, że prawem oskarżonego jest prawo do bezstronnego sądu. I tego – za pośrednictwem swojego pełnomocnika, w tym przypadku mec. Rafała Rogalskiego – oczywiście może się on domagać. Obawę, czy zostanie ono zrealizowane w sprawie, którą rozstrzygać ma sędzia publicznie wyrażający poglądy radykalnie sprzeczne z tymi, które żywi oskarżony, można uznać za racjonalną. Oczywiście sam fakt ewentualnej przynależności przodków sędziego np. do grupy etnicznej czy religijnej, którą oskarżony krytykował, nie wystarczy, bo znaczenie ma to, jak zachowuje się sam sędzia i czy manifestowane przez niego poglądy mogłyby w oczach bezstronnego obserwatora wzbudzić obawy o to, czy nie będzie uprzedzony wobec tego konkretnego oskarżonego. Jeśli istnieje takie ryzyko, uważam, że sam powinien z takiej sprawy starać się wyłączyć. I w sprawie z Nysy tak właśnie powinien zachować się sędzia Mariusz Ulman. Nie dlatego, że wątpi w swój obiektywizm, ale aby uniknąć sytuacji, w której wyrok jest postrzegany jako podyktowany czymś więcej niż oceną konkretnego czynu w świetle obowiązującego prawa.
Chodzi o dobro wymiaru sprawiedliwości; o uniknięcie sytuacji, w której publicznie znane różnice między oskarżonym a sędzią wywołują u bezstronnych obserwatorów uzasadnioną obawę, że mogły one wpłynąć na treść wyroku. Natomiast z punktu widzenia oceny etycznej kluczowe pozostaje jednak to, czy we wniosku o wyłączenie sędziego nie pojawiły się sugestie, jakoby sędzia, który orzeka w nyskiej sprawie, nie powinien orzekać tylko ze względu na swoje faktyczne czy domniemane pochodzenie. Taki sposób argumentacji szedłby o krok za daleko. W świetle rodzimego rozumienia obywatelstwa, a nawet narodowości polskiej, byłby wręcz nie do przyjęcia. Przynależność do jednej z wielu tworzących polski naród społeczności religijnych czy etnicznych nie jest wystarczającą podstawą do formułowania negatywnych domniemań na temat kwalifikacji do pełnienia roli sędziego, a tym bardziej do stygmatyzacji kogokolwiek. Kolejną kwestią w tej sprawie pozostaje także styl, w jakim wniosek ten został złożony.
Afera na rozprawie w Sądzie Rejonowym w Nysie. Obrońca chciał, żeby sędzia Ulman tłumaczył się z pochodzenia
O ten styl jeszcze zapytam. Najpierw chcę się upewnić, czy dobrze rozumiem, że w działaniu mec. Rogalskiego dopatruje się pan działania racjonalnego z punktu widzenia obrońcy?
W pewnym sensie tak, bo – tak jak wspomniałem – sam uważam, że publiczne prezentowanie przez sędziego poglądów może budzić obawy o jego bezstronność w konkretnej sprawie. W tym kontekście działań obrońcy nie odczytywałbym jako dowodu na antysemityzm czy dyskryminację na tle narodowościowym, a raczej jako dbałość, by oskarżony nie miał obaw, iż jego sprawa nie zostanie rozstrzygnięta w sposób całkowicie bezstronny. Przypomnijmy, że wniosek o wyłączenie sędziego jest badany przez inny skład, a zatem ktoś inny zbada i zadecyduje, czy obawy są uzasadnione. Sąd powinien podejść do jego rozpoznawania poważnie, biorąc pod uwagę, że oskarżony ma prawo odczuwać lęk i obawę, nawet jeśli okażą się one na wyrost.
Jak pan wyobraża sobie konsensus możliwy do osiągnięcia w tej sytuacji?
Wyobraźmy sobie, że rozmawiamy o procesie, który toczy się w Niemczech i dotyczy neofaszysty, który całe życie uważa Polaków za śmieci i oprawców swojego narodu. I załóżmy, że sądzić miałby go sędzia o nazwisku Kowalski. Z jednej strony w Niemczech nie brakuje osób o takim nazwisku, które czują się także Polakami, w domu rodzinnym posługiwali się językiem polskim i utrzymują kontakt z rodziną w naszym kraju. Z drugiej – jest też cała rzesza tych, którzy nazwisko odziedziczyli po dalekim przodku i nie mają z Polską żadnego emocjonalnego związku. To dwie różne okoliczności, które miałyby znaczenie dla prowadzenia takiej sprawy. Ale oskarżony neofaszysta nie wie, do której grupy zalicza się sędzia Kowalski. Dlatego jeśli obrońca złożyłby wniosek o zbadanie tej kwestii, okoliczności mogące podważać zaufanie do bezstronności sądu z uwagi na publicznie manifestowaną przez oskarżonego wrogość wobec Polaków warto wykluczyć. Uważam, że tak powinno stać się również w sprawie z Nysy.
Sędzia Ulman musiał słuchać uwag o swoim pochodzeniu? Ekspert komentuje wydarzenia z sądu w Nysie
Wróćmy do sposobu, w jaki swoje argumenty mecenas prezentował na nyskiej sali sądowej, bo to właśnie ta kwestia wzbudziła najwięcej wątpliwości. Jak pan go ocenia?
To nie jest typowe dla przebiegu polskiego procesu karnego i służy tylko odegraniu przedstawienia z obrońcą w roli głównej. Mam też wątpliwości, czy sędzia powinien zezwalać na taką amerykanizację procesu. Ale przede wszystkim zastanawiam się, jaki obrońca miał cel w ustnym prezentowaniu treści wniosku o wyłączenie sędziego Ulmana przed nim samym, skoro – jak już mówiłem – oczywistym jest, że wniosek rozpozna inny skład. Treść wniosku przygotowana była wcześniej i mec. Rogalski mógł złożyć go w formie pisemnej. Nie rozumiem, po co sędzia ma słuchać przykrych insynuacji na swój temat. Może to niepotrzebnie zaburzyć relacje z samym sędzią, bo przecież trzeba zakładać, że ostatecznie może on prowadzić sprawę do końca. Nie jest wskazane, aby miał przed oczami podważającego jego bezstronność mecenasa. Może to negatywnie wpływać na podświadomość orzecznika, dlatego wydawałoby się, że dla dobra swojego klienta obrońca powinien tego unikać.
Wydarzenia w Nysie potwierdzają, że autorytet sądu upada?
Nie ma pan poczucia, że sprawa z Nysy to nie tyle „wypadek przy pracy”, ile przejaw erozji autorytetu całego wymiaru sprawiedliwości? Czy narastający kryzys wokół niego nie prowadzi w konsekwencji do strącenia sędziów z piedestału?
To pytanie mnie nie dziwi, bo autorytet sądu w społecznym odbiorze z pewnością upada na naszych oczach. Większe przyzwolenie na zachowania naruszające jego powagę rzeczywiście może być skutkiem kryzysu zaufania do wymiaru sprawiedliwości i powszechnego podważania jego legitymacji. W sprawie z Nysy sam byłem zaskoczony, że przy prezentowaniu wniosku o wyłączenie sąd w ogóle pozwolił obrońcy zwracać się do publiczności, chodzić po sali i tak dalej. Moim zdaniem posłużyło to przede wszystkim do osiągnięcia celów pozaprocesowych, to jest – autopromocji i kreowaniu oskarżonego na ofiarę.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu