Autopromocja

Solska: Korporacje zawodowe bronią się przed konkurencją. Walczą o swoje, nie o nasze

15 marca 2012

Od kiedy minister Gowin ogłosił zamiar otwierania korporacji zawodowych, w mediach pojawiły się tabuny ekspertów, którzy straszą nas konsekwencjami tego kroku. Nas, czyli konsumentów. Bo to my mamy paść ofiarą dopuszczenia większej konkurencji do zawodów, których liczebności – i zarobków – tak zazdrośnie strzegą korporacje.

Obecnie to właśnie one wciąż mają decydujący głos, ilu notariuszy, taksówkarzy czy komorników potrzebnych jest na rynku. Konsumentów, którzy za ten brak konkurencji słono płacą, nikt o zdanie nie pyta. Mało kto liczy też (kiedyś robiła to Fundacja Obywatelskiego Rozwoju), ile taka ochrona setek profesji przed prawami rynku naprawdę kosztuje. Jeśli stan obecny miałby być tym ideałem, którego bronić należy jak niepodległości, to dopiero byłoby zmartwienie dla konsumentów. Niestety, przez ponad 20 lat walkę wygrywali przedstawiciele silnych grup interesu.

Na początku transformacji na pierwszej linii frontu z największą determinacją o więcej władzy walczyli urzędnicy. Sławna „ustawa Wilczka”, w myśl której dozwolone było wszystko, co nie zostało prawem zakazane, z czasem coraz częściej była podawana jako przejaw gospodarczego bezhołowia. Wyrywano jej zęby, wprowadzając kolejne licencje i koncesje, dzięki którym o tym, kto może importować ropę albo zboże, decydował nie rynek, ale urzędnicy poszczególnych resortów. Pozycja coraz większej liczby firm na rynku nie zależała od tego, jak bardzo potrafią być konkurencyjne, ale od posiadania koncesji. To urzędnik, a nie konsumenci, decydował o tym, czy przedsiębiorstwo zarobi, czy straci. Każda kolejna koncesja oznaczała więcej władzy dla urzędników i co za tym idzie zwiększała pole do korupcji. Próby walki z tą gospodarczą patologią, które przez lata, jako wicepremier, podejmował prof. Leszek Balcerowicz, nie przynosiły sukcesów. Żeby bowiem liczbę ingerencji urzędniczych zmniejszyć, trzeba było wielu zmian w stosownych ustawach. W parlamencie zaś przedstawiciele poszczególnych grup interesu z powodzeniem te próby torpedowali. Część problemu rozwiązała się dopiero wtedy, gdy weszliśmy do Unii i wiele koncesji trzeba było zlikwidować.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.