Gdyby porównać kapitalistyczne społeczeństwa do budynków mieszkalnych, to położone na szczycie penthouse’y są oczywiście coraz bardziej przestronne. I pną się dalej i dalej ku niebu. Środek? Od lat popada w stagnację. Ale to nie jest nawet najgorsze. Najgorzej jest na samym dole. Tam podłoga na serio zaczyna się zapadać.
To nie jest tylko obrazowa metafora. Tylko wynik badań Martina Ravalliona i Juana Margitica (Uniwersytet Georgetown) oraz Dana Jolliffe’go (Bank Światowy). Postanowili oni dokonać szczegółowych pomiarów tzw. podłogi. „Podłoga” to w ich terminologii niższa klasa niższa. To absolutnie najbiedniejsi mieszkańcy najpotężniejszej (amerykańskiej) gospodarki świata. Antypody osławionego 1 proc. najbogatszych, którym w takich krajach jak Stany Zjednoczone powodzi się w ostatnich dekadach doskonale.
Aby pokazać stan amerykańskiej „podłogi”, ekonomiści musieli sięgnąć głębiej niż tradycyjne badania statystyczne oparte na metodzie granicy ubóstwa. Skupić się na ludziach, których problemem jest na przykład sezonowość przyzwoitego zatrudnienia. Przez jakiś czas zarabiają nieźle, ale potem pojawia się konieczność życia pod kreską, bieda i wiązanie końca z końcem pożyczkami. Plus związane z tym choroby, które często wciągają najbiedniejszych w spiralę długu. Słowem, Ravallion, Margitic i Jolliffe zaglądają tam, gdzie przygniatająca większość Ameryki nie zagląda nigdy. A jak jest zmuszona zajrzeć przypadkiem, to mocniej wciska pedał gazu w samochodzie albo zwyczajnie odwraca wzrok.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.