Zastanawiając się nad dylematami rozwoju gospodarczego, Harold James przeciwstawia sytuację krajów wielkich i małych. Z jednej strony, duży może więcej. Wielki kraj może wspierać swój rozwój ekonomiczny siłą polityczną, zapewniającą uprzywilejowaną pozycję w swoim regionie i w licznych punktach kuli ziemskiej. Może usiłować wpływać na przebieg procesów globalizacyjnych, starając się ukształtować je w sposób dla siebie korzystny. Może wreszcie liczyć na niebagatelny czynnik własnej masy - ogromnego rynku wewnętrznego, przyciągającego jak magnes kapitał.
Poczucie własnej siły może jednak wieść na manowce. Siła polityczna może stać się przekleństwem w momencie, gdy wywołuje strach i niechęć innych krajów świata, zawiązujących sojusze w celu ograniczenia ekspansji giganta. Łatwo może się okazać, że procesów globalizacyjnych wcale ukierunkować się nie da, podczas gdy groźna iluzja, że można na nie wpłynąć, osłabia reformy wewnętrzne. A wielka ekonomiczna masa oznacza, że nie da się kontynuować szybkiego rozwoju bez naruszenia interesów innych potężnych graczy.
I w tym właśnie momencie zaczyna doceniać się sytuację krajów małych. Nie mając iluzji, że są w stanie ustalać globalne warunki gry, łatwiej od krajów wielkich podejmują radykalne reformy dostosowujące je do świata takiego, jakim jest. Jeśli się chcą rozwijać, muszą postawić na elastyczność, efektywność i konkurencyjność. I nie muszą przejmować się tym, że wzbudzą u innych strach, który podkopie fundamenty ich dalszego wzrostu.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.