„Cały świat patrzy” – huczał Anthony Albanese, centrolewicowy premier z Partii Pracy, gdy projekt poddano pod głosowanie. Poparły go (po raz pierwszy jednogłośnie!) dwie główne polityczne siły: Partia Pracy i Koalicja Liberalno-Narodowa, a przeciwni byli m.in. posłowie Partii Zielonych.

U podstaw zakazu leżała debata na temat tego, czy media społecznościowe są szkodliwe. Rząd Albanese'a uważa, że tak – szczególnie dla zdrowia nastolatków. Dlatego należy traktować je tak samo jak palenie tytoniu – czyli nałóg, w zwalczaniu którego zresztą Australia również przodowała. „Spotkałem rodziców, którzy musieli pochować swoje dzieci z powodu mediów społecznościowych” – mówił premier. „Szkody wyrządzane przez nie młodym ludziom są oczywiste” – wtórował mu Peter Malinauskas, premier Australii Południowej (jednego z australijskich stanów) także z ramienia Partii Pracy, który całą kampanię zainicjował.

Źródła zakazu korzystania z social mediów przez najmłodszych w Australii

Jednakże rzeczywistość jest bardziej skomplikowana. Młodzi ludzie spędzają coraz więcej czasu na smartfonach i w mediach społecznościowych. Zarazem wielu z nich zgłasza pogorszenie zdrowia psychicznego. Możliwe, że te dwa zjawiska są ze sobą powiązane: ich deklarowane samopoczucie zbiegło się w czasie ze wzrostem czasu spędzanego przed ekranami. Jednak wciąż brakuje dowodów na związek przyczynowo-skutkowy między jednym a drugim. „Nie ma dowodów na to, że media społecznościowe wyrządzają więcej szkody niż pożytku” – argumentuje Axel Bruns, badacz z Queensland University of Technology.

Media społecznościowe to nie tylko siedliska dręczycieli i prowokatorów. „To jedyny sposób, w jaki utrzymuję kontakt z przyjaciółmi” – mówi Grace, 14-latka z Sydney.

Wielu obrońców praw dziecka sprzeciwia się radykalnym zakazom, argumentując, że współcześni nastolatkowie budują swoje społeczności w dużej mierze właśnie online. Ich zdaniem zakaz, zamiast chronić osoby bezbronne, może je jeszcze bardziej izolować. Co więcej, „zakaz w żaden sposób nie zwiększa bezpieczeństwa na platformach społecznościowych” – piszą Lorraine Finlay, australijska komisarz praw człowieka, i Anne Hollonds, komisarz do spraw dzieci.

Między innymi dlatego rząd Albanese’a opowiada się za planem wprowadzenia „cyfrowego obowiązku opieki”, który nakładałby na platformy obowiązek zapobiegania szkodom wyrządzanym ich użytkownikom.

Tu pojawiają się jednak wyzwania technologiczne. YouTube w wersji dla dzieci jest zwolniony z zakazu, ponieważ rodzice uznali go za portal edukacyjny. Platformy gier również nie zostały objęte przepisem. Jednocześnie, aby zapewnić, że Australijczycy nie będą zmuszani do przesyłania zdjęć swoich dokumentów tożsamości, grupy w mediach społecznościowych będą musiały oferować inne opcje weryfikacji wieku, takie jak choćby rozpoznawanie twarzy.

Mimo to niektórzy martwią się o to, ile wrażliwych danych będą musieli przekazać Australijczycy firmom technologicznym. „A dzieci i tak będą kraść dokumenty tożsamości swoich rodziców i zakładać fałszywe konta” – mówi Anne Hollonds.

Polityczny konsensus w sprawie zakazu

A jednak Australijczycy – przynajmniej ci dorośli – w zdecydowanej większości popierają zakaz. Sondaże wskazują, że ponad trzy czwarte jest z niego zadowolonych. Potwierdza to wspomniany fakt, że po raz pierwszy dwie duże partie mówią jednym głosem. Konserwatywni liberałowie poparli ustawę lewicowego rządu i w kwestii zaostrzania polityki wobec wielkich technologicznych koncernów wszystkie strony chcą widzieć Australię jako lidera. „To prawo stanowiące wzór dla podobnie myślących rządów za granicą” – czytamy w memorandum dotyczącym ustawy.

Postawa australijskiego ustawodawcy wydaje się tym bardziej słuszna w obliczu faktu, że big techy oskarżane są o aktywną manipulację algorytmami mediów społecznościowych w celu maksymalizacji uwagi i reakcji młodych ludzi w sposób, który może być dla nich szkodliwy i zaburzać ich dobrostan. Takie oskarżenia wysuwali sami pracownicy branży, jak na przykład Frances Haugen, była menadżerka koncernu Meta, właściciela m.in. Facebooka i Instagrama, oraz była dyrektor ds. globalnej polityki publicznej w tej samej firmie – Sarah Wynn-Williams.

Obawy te zaostrzył gwałtowny wzrost treści generowanych przez sztuczną inteligencję w internecie, co zostało podbite historią z chatbotem o nazwie Grok, na platformie X Elona Muska. Sztuczna inteligencja na życzenie użytkowników generowała rozbierane portrety, co wielokrotnie stanowiło nadużycie i działo się bez zgody osób w ten sposób cyfrowo rozbieranych. Do momentu aż sprawa nie zrobiła się głośna, algorytm Groka nie miał oporów, by generować rozbierane obrazy także osób nieletnich.

Przeprowadzone na początku 2025 roku badanie wykazało, że aż 96 proc. dzieci w wieku 10–15 lat korzystało z mediów społecznościowych, a siedem na dziesięć z nich było tam narażonych na szkodliwe treści. Obejmowały one wpisy i materiały audio-wizualne o charakterze mizoginistycznym, oswajające z samobójstwem, zaburzeniami odżywiania oraz po prostu brutalne. Jedno na siedem dzieci zgłosiło również, że doświadczyło zachowań typu grooming (rodzaj uwodzenia) ze strony dorosłych lub starszych dzieci, a ponad połowa badanych przyznała, że padła ofiarą cyberprzemocy.

Które platformy mediów społecznościowych są objęte australijskim zakazem?

Obecnie uwzględniono dziesięć z nich: Facebook, Instagram, Snapchat, Threads, TikTok, X, YouTube, Reddit oraz platformy streamingowe Kick i Twitch. Zakazem nie są objęte YouTube Kids, Google Classroom oraz WhatsApp, ponieważ zostały uznane za źródła edukacyjne i komunikatory.

Krytycy wezwali rząd do rozszerzenia zakazu na strony z grami online, takie jak Roblox i Discord, które obecnie nie są objęte zakazem. Wykluczone są portale randkowe, platformy gier, a także chatboty oparte na sztucznej inteligencji (np. ChatGPT czy Gemini). Ponadto osoby poniżej 16. roku życia nadal będą mogły oglądać większość treści na platformach online, które nie wymagają zakładania konta.

Jak będzie egzekwowany australijski zakaz?

Dzieci i rodzice nie będą karani za naruszenie zakazu. Zamiast tego firmy odpowiedzialne za media społecznościowe mogą zostać ukarane grzywnami w wysokości do 49,5 mln dolarów australijskich (32 mln dolarów amerykańskich) za poważne lub powtarzające się naruszenia.

Rząd twierdzi, że firmy muszą podjąć „rozsądne kroki”, aby uniemożliwić dzieciom korzystanie z ich platform i powinny korzystać z wielu technologii weryfikacji wieku. Mogą one obejmować rządowe dowody osobiste, rozpoznawanie twarzy lub głosu, lub tzw. wnioskowanie o wieku, które analizuje zachowania i interakcje online w celu oszacowania wieku danej osoby. Platformy nie mogą polegać na samocertyfikacji użytkowników ani na poręczeniach rodziców za swoje dzieci.

Meta zaczęła zamykać konta dzieci na Facebooku, Instagramie i Threads od 4 grudnia 2025 r. Firma poinformowała, że każda osoba omyłkowo usunięta z platformy może użyć rządowego dowodu osobistego lub dostarczyć wideo selfie, aby potwierdzić swój wiek. Z kolei administratorzy Snapchata poinformowali, że użytkownicy mogą używać do weryfikacji swoich kont bankowych, dokumentów tożsamości ze zdjęciem lub selfie.

Od czasu wejścia w życie zakazu ponad 4,7 miliona australijskich kont w mediach społecznościowych zostało dezaktywowanych. Premier Albanese twierdzi, że wstępne dane dostarczane przez platformy takie jak TikTok, Snapchat i Instagram są „pocieszające”. Minister komunikacji Anika Wells potwierdziła, że taka liczba dezaktywacji od początku obowiązywania zakazu to ogromne osiągnięcie. „Choć jeszcze za wcześnie na świętowanie, to każde dezaktywowane konto może oznaczać jedną dodatkową młodą osobę z większą ilością wolnego czasu na budowanie swojej społeczności i tożsamości poza siecią. Chcemy, aby nasze dzieci miały dzieciństwo, a rodzice wiedzieli, że ich wspieramy” – powiedziała Wells.

Julie Inman Grant, komisarz rządowej agencji eSafety (odpowiedzialnej za bezpieczeństwo elektroniczne), zapewnia, że władze uważnie analizują dane i na chwilę obecną wszystkie firmy objęte federalnym zakazem korzystania z mediów społecznościowych dla osób poniżej 16. roku życia przestrzegają przepisów. Ponadto oświadczyła, że komisja eSafety wszczęła dochodzenie w sprawie platformy X i jej chatbota Groka, a to przez obawy, iż służy ona niektórym do wykorzystywania seksualnego dzieci. „Takie przypadki ewidentnie miały miejsce. Usuwamy również wykreowane treści, które są niechcianymi, intymnymi obrazami osób dorosłych” – powiedziała.

Big tech zapłaci – czy tylko udaje, że płaci?

Niektórzy obawiają się, że technologie weryfikacji wieku mogą niesłusznie blokować dorosłych, jednocześnie nie wykrywając nieletnich użytkowników. Pojawiły się również pytania dotyczące skali potencjalnych grzywien. „Meta potrzebuje około godziny i 52 minut, aby osiągnąć przychód w wysokości 50 mln dolarów australijskich” – powiedział agencji prasowej AAP były dyrektor Facebooka, Stephen Scheeler.

Niektórzy nastolatkowie zakładali fałszywe profile jeszcze przed upływem terminu, mimo że rząd ostrzegł koncerny o konieczności identyfikowania i usuwania takich kont. Inni przeszli na konta wspólne z rodzicami.

Komentatorzy przewidują gwałtowny wzrost korzystania z sieci VPN, które mogą ukrywać prawdziwą lokalizację użytkownika, tak jak to miało miejsce w Wielkiej Brytanii po wprowadzeniu przepisów dotyczących kontroli wieku.

Podczas parlamentarnych wystąpień w październiku 2025 r. przedstawiciele TikToka i Snapchata oświadczyli, że sprzeciwiają się zakazowi, ale będą go przestrzegać. Kick – jedyna australijska firma objęta nowym prawem zapowiedziała wprowadzenie „szeregu środków”, kontynuując „konstruktywną” współpracę z władzami.

Z kolei Reddit dzień przed wprowadzeniem zakazu oświadczył, że się do niego zastosuje, ale wyraził „głębokie zaniepokojenie” ustawą, która „podważa prawo do wolności słowa i prywatności”. Jednocześnie wniósł do Sądu Najwyższego Australii skargę na zakaz korzystania z mediów społecznościowych dla dzieci. To już drugi tego typu pozew – dwoje australijskich nastolatków oczekuje na rozprawę w Sądzie Najwyższym, który ma rozpatrzyć skargę 15-latków z Nowej Południowej Walii twierdzących, że zakaz korzystania z mediów społecznościowych jest niezgodny z konstytucją, ponieważ narusza „domniemaną wolność komunikacji w sprawach rządowych i politycznych”.

Niektórzy eksperci argumentowali, że nowe przepisy pozbawiają młodych ludzi kontaktu z mediami – zwłaszcza nastolatków ze społeczności LGBTQ+, neuroatypowych lub z regionów wiejskich, co sprawi, że będą gorzej przygotowani do radzenia sobie z realiami życia w sieci, kiedy już osiągną dozwolony wiek.

Dlaczego Australia była pierwsza?

To nie pierwszy taki pomysł – władze poszczególnych stanów w Ameryce, a także instytucje Unii Europejskiej eksperymentowały z ograniczaniem korzystania przez dzieci z mediów społecznościowych. Jednak oprócz względnie wysokiego limitu wieku, Australia jest też pierwszą jurysdykcją, która odmówiła zwolnienia z zakazu wskutek uzyskania zgody rodziców w ramach takiej polityki – czyniąc ją tym samym najsurowszą na świecie.

W ciągu najbliższych dwóch lat rząd dokona przeglądu zakazu. „To nie jest lekarstwo, tylko plany leczenia – a te muszą ewoluować, ponieważ tylko obserwując i weryfikując nasz plan, będziemy mogli się dostosowywać, reagować na szkody i sprawdzać, co działa, a co nie” – powiedziała Anika Wells. I dodała: – Cieszymy się, że jesteśmy pierwsi. Jesteśmy dumni i chętnie pomożemy wszystkim innym jurysdykcjom, które zechcą zrobić to samo.

To prawda, że wielu australijskich polityków głęboko przejmuje się szkodami społecznymi wyrządzanymi przez wielkie firmy technologiczne. Ale wyjaśnienie tego eksperymentu może mieć też dużo bardziej trywialne korzenie. Australijski rynek medialny jest bowiem zdominowany przez News Corporation Ruperta Murdocha, który kontroluje około dwóch trzecich nakładu gazet w kraju. Jego firma prowadziła kampanię na rzecz zarówno kodeksu negocjacyjnego, jak i obecnego zakazu. A ponieważ jej wysiłki na rzecz „wyciągnięcia pieniędzy” od gigantów technologicznych spełzły na niczym, „teraz szuka nowych sposobów na odzyskanie utraconego terytorium”, komentowała Suelette Dreyfus, badaczka technologii z Uniwersytetu w Melbourne.

Po drugiej stronie barykady wrze. Prezydent USA Donald Trump zapowiedział już wcześniej, że przeciwstawi się każdemu państwu, które zaatakuje amerykańskie firmy technologiczne. Australijski Komisarz ds. Bezpieczeństwa w Sieci – odpowiedzialny za nadzorowanie zakazu korzystania z mediów społecznościowych – został wezwany do złożenia zeznań przed amerykańskim Kongresem. Minister komunikacji Anika Wells powiedziała, że Biały Dom i Kongres mają prawo wnieść sprzeciw i zakwestionować działania Australii, ale podkreśliła, że ona i jej urzędnicy nie dadzą się zastraszyć. „Bardzo zależy nam na wypełnieniu naszego obowiązku wobec Australijczyków, którzy opłacają ze swoich podatków nasze pensje, byśmy dbali o politykę publiczną”.

Miesiąc po wprowadzeniu ograniczeń

Po miesiącu od wprowadzenia nowej polityki ograniczeń wiekowych w sieci najbardziej niezwykłe jest to, co się nie wydarzyło. Otóż nie doszło do gwałtownej reakcji, do spiętrzenia niezamierzonych szkód, a w konsekwencji do załamania nowej polityki. W przypadku reformy tak kontrowersyjnej, jak ta, ten brak jest znaczący.

Ale czy nie jest za wcześnie, by oceniać długoterminowe konsekwencje zakazu? Jedno jest pewne: australijski zakaz korzystania z mediów społecznościowych jako ćwiczenie demokratyczne, ruch kulturowy i test tego, czy zdecydowane regulacje mogą zmienić zachowania użytkowników sieci i twórców internetowych usług, jak dotąd spełnia swoje zadanie. Australijski przypadek to sugestywne studium przypadku świadomego kształtowania polityki cyfrowej i zarządzania mediami oraz komunikacją w XXI wieku.

Charakter debaty politycznej ujawnił również wyzwania dla krytyków takich radykalnych zapisów. Jednym z oczywistych problemów jest to, jak oddzielić merytoryczną krytykę od oburzenia firm technologicznych i administracji Donalda Trumpa, którzy na platformach zarabiają. Osobną grupę krytyków tego typu regulacji stanowią zwolennicy „libertariańskiego internetu”. Oni z kolei uważają, że kwestie dostępu młodych ludzi do sieci to sprawy, którymi powinni zajmować się przede wszystkim rodzice, a nie firmy technologiczne czy państwo.

Oczywiste jest też, że główni amerykańscy giganci technologiczni, tacy jak Apple, Meta i Alphabet, postrzegają kary nakładane przez organy regulacyjne jako część kosztów prowadzenia działalności w określonych jurysdykcjach, takich jak Unia Europejska, podczas gdy X (dawniej Twitter) po prostu odmawia zapłaty nałożonych na niego kar. W następstwie reelekcji prezydenta Donalda Trumpa w listopadzie 2024 r. amerykańskie firmy technologiczne stają się coraz bardziej asertywne w stosunku do przepisów w innych krajach, postrzegając je jako dyskryminujące i w celu ich wycofania aktywnie lobbują u ludzi Trumpa, by sięgnąć po broń w postaci ceł.

„Nie ma powrotu do świata bez technologii, a internet dał nam wszystkim dostęp do świata wiedzy i kultury, które mogą być siłą napędową dobra” – powiedział o zakazie premier Albanese w artykule opublikowanym we wrześniu 2024 roku w „Herald Sun”. Po chwili dodawał: „Jednak zbyt często media społecznościowe w ogóle nie są społecznościowe. Zamiast tego są wykorzystywane jako broń dla tyranów, platforma presji rówieśniczej, czynnik wywołujący niepokój, narzędzie dla oszustów i, co najgorsze, narzędzie internetowych drapieżników”.

Z pewnością nowe prawo w Australii może stanowić globalny precedens, który zmieni życie nastolatków na całym świecie. Ustawodawcy w Stanach Zjednoczonych, Francji, Hiszpanii i innych krajach już rozważają wprowadzenie podobnych zakazów. Dania i Malezja ogłosiły plany wprowadzenia ograniczeń w mediach społecznościowych już w 2027 roku.

Dzieci offline, branża reklamowa w kryzysie

Gdyby w większej liczbie państw tak duża grupa użytkowników została wykluczona z mediów społecznościowych, marki, które zbudowały swoją promocję i marketing na rozpowszechnianiu treści w mediach społecznościowych, zaczną odnotowywać drastyczne spadki w istotnej grupie konsumenckiej. W szczególności ucierpieć mogą sektory mody i urody, gier oraz szeroko pojętej rozrywki.

Bez młodzieży i dzieci poniżej 16. roku życia na platformach społecznościowych wiele firm musiałoby znaleźć alternatywne kanały dotarcia do konsumentów z młodego pokolenia – droższe i mniej dynamiczne. Rezultatem byłoby przetasowanie na rynku cyfrowym, na którym zyskałyby podmioty, które uciekły spod topora, jak na przykład YouTube. Ta zmiana wywołałaby jednak trudne do przewidzenia skutki, z których podwyższenie kosztów reklamy byłoby chyba najłagodniejszym z możliwych z perspektywy cyfrowej gospodarki.