W czwartek odbędzie się posiedzenie sejmowej komisji ds. dzieci i młodzieży, podczas którego rozpocznie się debata nad pomysłem ograniczenia dostępu do mediów społecznościowych dla osób poniżej 15. roku życia. Projekt ustawy polityków KO w tej sprawie ma zostać zaprezentowany do końca lutego. Wiadomo, że będzie opierał się na pionierskich rozwiązaniach wdrożonych w Australii. Ten model może sprawdzić się również w Polsce?

Nie sądzę. Nie wnosi on wiele ponad procedury już w UE obowiązujące, za sprawą DSA. I tu, i tam na platformach spoczywa ciężar skutecznej weryfikacji, i tu, i tam są kary za nieprzestrzeganie prawa. A skoro - wyposażona w naprawdę wysokie kary i straszak w postaci procedury zawieszenia prawa świadczenia usług w UE - Komisja Europejska nie była w stanie, przez dwa lata, zmusić wielkich platform do skutecznego, rzetelnego weryfikowania wieku użytkowników, naprawdę wątpię, żeby się to udało polskim sądom czy takiemu urzędowi jak UKE. W Polsce potrzebujemy lepiej zaprojektowanych rozwiązań, nad którymi z resztą już trwają zaawansowane prace. Mam na myśli niezależne od samych platform, bezpieczne dla prywatności narzędzie weryfikowania wieku, oparte na aplikacji typu mObywatel.

Czy można już zaobserwować pierwsze skutki lub bariery w funkcjonowaniu australijskiego rozwiązania?

Na razie wiemy tylko, że wielkie platformy usuneły 4,7 mlliona kont, które należały do osób poniżej 16 roku życia. A więc to się okazało wykonalne - wystarczył stanowczy ruch ustawodawcy i realna groźba kary. Kluczowe dla powodzenia tej reformy będzie jednak to, czy wielkie platformy uszczelnią swoje procedury tak, by osoby poniżej 16 roku życia nie mogły zakładać nowych kont. Jest za wcześnie, by to oceniać, ale decyzja Australii, by sam proces weryfikowania wieku zostawić w rękach firm technologicznych, nie wróży sukcesu.

Czy więc ewentualne ograniczenia w ogóle da się skutecznie wprowadzić i - co równie ważne - egzekwować?

Technologicznie da się ten problem rozwiązać, wprowadzając niezależne od platform internetowych narzędzie weryfikacji wieku, które będzie szczelne, a zarazem bezpieczne pod kątem ochrony prywatności. Czy da się w Polsce wyegzekwować taki obowiązek na firmach, które do tej pory były traktowane jak święte krowy - to zupełnie inne pytanie. Sugeruję zapytać o to Prezydenta i Premiera.

Czy z punktu widzenia prawa i ochrony danych osobowych jest to właściwy kierunek?

W UE ten kierunek się nie sprawdził. Od 2 lat mamy przepisy zobowiązujące wielkie platformy do przestrzegania własnych regulaminów i do szczególnej ochrony dzieci (w tym przed dostępem do treści, które są dla nich szkodliwe). Odwołuję się tu do DSA. Za naruszenie tych przepisów, podobnie jak w Australii, grożą wysokie kary. I co? I nadal wielkie platformy wpuszczają dzieci poniżej 13 roku życia, niewiele sobie robiąc z tych obowiązków. W Polsce z ich serwisów ma korzystać ponad połowa dzieci w wieku 7-12 lat. W sumie aż 1,4 mln dzieci. Najwyraźniej na milionach młodych i podatnych na rozmaite manipulacje użytkowników zarabiają tak dużo, że to ryzyko im się kalkuluje.

W tym przypadku kluczowa jest nie tylko regulacja prawna, ale również edukacja dzieci i rodziców w zakresie bezpiecznego korzystania z internetu. Jakie działania w tym obszarze są najskuteczniejsze?

Według zaleceń WHO czas ekranowy dla dzieci do 18 miesiąca życia powinien wynosić 0 minut, dla dzieci w wieku 2- 4 lata do 1 godziny, a dla dzieci i młodzieży między 5 do 17 lat do 2 godzin. Tymczasem w Polsce nastolatki spędzają średnio ponad 5 godzin dziennie przed ekranami. Rolą rodziców jest modelowanie zachowań dzieci swoimi - nie powinniśmy korzystać z telefonu przy posiłkach, wychodząc z pracy powinniśmy w miarę możliwości wyciszać powiadomienia, powinniśmy jak najwięcej czasu spędzać z dziećmi offline. Zamiast wręczać dziecku telefon na 7. urodziny, żeby w razie potrzeby w każdej chwili móc się skomunikować, powinniśmy dać swoim dzieciom więcej wolności i odpowiedzialności. Powinniśmy pozwolić spędzać im czas bez nadzoru, ćwiczyć samodzielność, odpowiedzialność. Zachęcać do zabawy fizycznymi przedmiotami. Kiedy dzieci są małe musimy wziąć odpowiedzialność za ich zdrowie i ograniczyć ich kontakt z treściami w sieci.

W przypadku starszych dzieci najważniejsza jest rozmowa. I to nie tylko o problemach - co zabrzmi znajomo dla fanów i fanek duńskiego psychologa Jespera Juula. Rozmowa i towarzyszenie im w sieci. Blokada rodzicielska czy promowane przez platformy ustawienia filtrów to stanowczo za mało. Szkoła też ma oczywiście do odegrania swoją rolę. Tam też powinno być jak najmniej ekranów, a dużo rozmowy. Przede wszystkim powinniśmy, podobnie jak Finlandia postawić na naukę krytycznego myślenia, zwiększać odporność na manipulacje i dezinformacje, uczyć, że to, co oglądamy w internecie ma mało wspólnego z prawdziwym życiem, pokazywać logikę działania mediów społecznościowych, ich interes.

Rozmawiała: Karina Strzelińska