Partyzant przetrwał, więc wygrał. Zawieszenie broni w Iranie [OPINIA]

Demonstracja wsparcia dla Iranu, Waszyngton, USA, 11 stycznia 2026 r.
Demonstracja wsparcia dla Iranu, Waszyngton, USA, 11 stycznia 2026 r.Flickr.com / Ted Eytan
dzisiaj, 11:00

Jeśli Teheran nie tylko ustał w ringu, ale nie został nawet zepchnięty do narożnika i traktowany jest jako partner w negocjacjach pokojowych, a do tego skutecznie blokuje cieśninę Ormuz, to trudno nie mówić o sukcesie Iranu. I o porażce Stanów Zjednoczonych. Porażce spowodowanej przede wszystkim chaotyczną narracją dotyczącą celów irańskiej kampanii.

Kiedy piszę te słowa, nie jest jasne, czy i jak długo utrzyma się ogłoszony w nocy z wtorku na środę czasu polskiego rozejm w wojnie z Iranem. Nie są też jasne jego warunki, na temat których strony wysyłają sygnały w najwyższym stopniu sprzeczne. Dlatego na obecnym etapie trudno komentować te warunki, które mogą za kilka czy kilkanaście godzin okazać się nieaktualne albo w ogóle nieprawdziwe – mgła wojny jeszcze się nie rozwiała. Można jednak odnotować kilka narzucających się bardziej ogólnych konstatacji.

Dlaczego brak zwycięstwa oznacza porażkę dla takiego supermocarstwa jak USA

Po pierwsze, jeżeli światowe supermocarstwo rozpoczyna wojnę z krajem nieposiadającym takiego statusu (jak właśnie Iran) i nie kończy starcia widowiskowym, jednoznacznym zwycięstwem, to nawet jeśli rezultat konfliktu może być dyskusyjny, to politycznie i PR-owsko jest jednoznaczny. Krótko mówiąc: jeśli przeciwnik o tyle słabszy utrzymał się na nogach w takim starciu, to wygrał. Na zasadzie oddziałów partyzanckich, które nie dają się regularnej armii zniszczyć i dalej istnieją, co jest dla tej partyzantki samo w sobie zwycięstwem, a dla armii – porażką.

Jeśli więc dziś Teheran nie tylko ustał w ringu, ale nie został nawet zepchnięty do narożnika i traktowany jest jako pełnoprawny partner w oficjalnych negocjacjach pokojowych, a także: albo skutecznie blokuje cieśninę Ormuz, albo ściąga myto z przepuszczanych przez nią statków (czego, przypomnijmy, przed rozpoczęciem wojny nie robił!), to trudno nie mówić o sukcesie Iranu. I o porażce Stanów Zjednoczonych. Porażce spowodowanej przede wszystkim trwającą od początku kampanii chaotyczną narracją dotyczącą jej celów, co powszechnie powodowało przesadne oczekiwania wobec kształtu spodziewanego zwycięstwa. Oczywiście wszystko jeszcze może się zmienić, ale na dziś obraz pobojowiska jest dla Amerykanów jednoznacznie negatywny.

Po drugie, trudno nie zgodzić się z Johnem Boltonem, byłym doradcą Trumpa (z czasów pierwszej kadencji) ds. bezpieczeństwa, który stwierdził, że prezydent zgodził się na zawieszenie broni dlatego, iż przeraziły go konsekwencje wzrostu cen ropy i spadków giełdowych dla sytuacji wewnętrznej w Stanach Zjednoczonych na krótko przed wyborami uzupełniającymi do Kongresu. Ten wzrost i te spadki nie zostały przewidziane przez Biały Dom, co pośrednio dowodzi, że rozpoczynając wojnę, Donald Trump i jego otoczenie popełnili zasadniczy błąd w ocenie sytuacji i odporności przeciwnika.

Skłócony dziś ze swym dawnym szefem, Bolton ostrzega też, że wycofanie się teraz USA oznaczałoby poddanie państw Zatoki hegemonii Teheranu. Między innymi z tego powodu trudno takiego wycofania się spodziewać. Jednak sam fakt, że podobne obawy są artykułowane po amerykańskiej stronie, dowodzi, że upragnionego przez prezydenta poczucia triumfu w Ameryce nie ma.

Cieśnina Ormuz i koniec złudzeń globalizacji

Po trzecie, ta wojna, a przede wszystkim blokada cieśniny Ormuz, unaoczniła, że w nowym świecie traktowana dotąd jako oczywistość swoboda transportu towarów szlakami morskimi przestaje być oczywistością. Że w każdej chwili ten transport może zostać przerwany albo obciążony dodatkowymi, nieprzewidywanymi dotąd kosztami (opłaty, myta itd.). Niesie to potężny efekt deglobalizacyjny – sprowadzanie towarów z odległych obszarów staje się kosztowniejsze i bardziej ryzykowne, a przez to mniej biznesowo oczywiste niż dotychczas. Zwiększa też ryzyko nagłego pogrążenia się gospodarki światowej w kryzysie o wymiarach być może kataklizmu.

Po czwarte, na płaszczyźnie bezpośrednio dotyczącej Polski, czyli środkowo- i wschodnioeuropejskiej, skutki irańskiej wojny i podpisania zawieszenia broni są jak dotąd niejednoznaczne. Spadek cen ropy i gazu oznacza oczywiście koniec czy przynajmniej zamrożenie czynnika bardzo korzystnego dla Rosji. Spowodowany atakiem na Iran wzrost cen nośników energii dał Moskwie tlen do płuc. Zatrzymanie tego „dotleniania” to z punktu widzenia Polski, kraju obawiającego się rosyjskiego imperializmu, oczywiście dobre zjawisko.

Zarazem kampania irańska przyspieszyła procesy dystansowania się od siebie Ameryki i Europy, aż do poziomu oficjalnych enuncjacji Białego Domu o możliwości opuszczenia NATO. Ten polityczno-psychologiczny czynnik rekompensuje Moskwie straty finansowe na innym polu. Na dodatek warto pamiętać, że dla co bardziej awanturniczych grup wśród rosyjskich elit cała ta sytuacja może oznaczać zwiększoną pokusę snucia ryzykownych planów, by przetestować gotowość Zachodu do stawienia oporu na już pozaukraińskim teatrze działań.

Tak przedstawia się sytuacja na dziś. Trzeba jednak przypomnieć, że jest ona wybitnie niestabilna. Wprawdzie obie strony wydają się obecnie chcieć pokoju – choć z różnych powodów – lub przynajmniej długiej przerwy w działaniach zbrojnych. Ale warto pamiętać, że w obydwu obozach istnieją też wpływowe grupy radykalne, które wolałyby kontynuować wojnę w nadziei czy to na pełne zwycięstwo (w Waszyngtonie), czy to na doprowadzenie do pełnej kompromitacji możliwości sprawczych Ameryki (to w Teheranie). Istnieje też trzeci, ewidentnie niezainteresowany zakończeniem konfliktu podmiot (Izrael), mający możliwości wpływania na politykę Stanów Zjednoczonych. Możliwości zarówno bezpośrednie (przez swoje własne działania militarne), jak i pośrednie, poprzez związane z nim grupy nacisku wewnątrz administracji Trumpa. Dlatego należy zdawać sobie sprawę, że istnieje poważna możliwość, iż przedstawiony powyżej obraz sytuacji za kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt dni będzie wyglądał już inaczej. Być może – zupełnie inaczej.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381425mega.png
Źródło: GazetaPrawna.pl / Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.