Kuczyński – złośnik, antypisowiec, nałogowy użytkownik mediów społecznościowych – pozwala sobie od czasu do czasu na zindywidualizowane przemyślenia. Dla stada takie zachowanie jest myślozbrodnią, jak powiedzieliby bohaterowie „Roku 1984”. I zawsze znajdzie się ktoś, kto pierwszy da stadu znak: uwaga, to wilk w owczej skórze! Tym razem padło na Kuczyńskiego, którego, korzystając z okazji, pozdrawiam, ale, korzystając z innej okazji, zarazem pytam: skąd w nim takie pokłady naiwności, że sugeruje Hołdysowi, aby „się opamiętał”.
W skrócie: Kuczyński nie zachowuje stadnego standardu oceny przekraczania białorusko-polskiej granicy i działań Straży Granicznej. Hołdys sugeruje zatem bez ceregieli, że sprawdzony w bojach antypisowskich (a swego czasu anty komunistycznych) Kuczyński cieszyłby się zapewne z karabinów maszynowych ustawionych dla obrony muru berlińskiego. A Kuczyński na to: „opamiętaj się”. A przecież Hołdys opamiętać się nie może. Tkwi w środowisku, które zawsze daje z siebie maksa i jeszcze trochę. Kto się opamiętuje, ten traci fason, traci followersów, traci na koniec dobry humor i poczucie, że jest kimś ważnym dla świata. A może być jeszcze gorzej – opamiętanie wzbudzi podejrzenie, że PiS odprawił nad „naszym” egzorcyzmy i „nasz” stał się „nie nasz”. Pisowczyk!
Media społecznościowe w wykonaniu niemałej części ich postępowych użytkowników/użytkowniczek/użytkoosób są młotem na czarownice, a cała piekielna zabawa polega na tym, aby wskazywać, kto w tym tygodniu jest czarownicą. Wrogiem zbiorowym jest wolność myśli, a wrogiem indywidualnym… to się dopiero okaże. Wystarczy jeden internetowy nieostrożny ruch, a napiętnowany „nasz” ma do wyboru albo samokrytykę, albo samotność żołnierza e-wyklętego. W sumie nieco to przygnębiające wyobrazić sobie, jaką demokrację zafundują nam ci, którzy dzisiaj tak zaciekle zwalczają PiS. ©℗
Reklama