Na dzień przed wystąpieniem prezydenta Macrona, które poświęcone ma być przyszłości francuskiej doktryny jądrowej, dokument w tej sprawie przygotowało paryskie Ministerstwo Obrony Narodowej. Wynika z niego, iż zmienia się europejskie podejście do atomowego odstraszania.
Francja chce atomowo obronić Europę
Dyskusja na temat przyszłości europejskiego parasola nuklearnego nad Europą to efekt ostatnich poczynań administracji prezydenta Donalda Trumpa. Wielokrotne zapowiedzi zmniejszenia liczby stacjonujących w Europie wojsk USA i nawoływanie, by kontynent wziął odpowiedzialność za swe bezpieczeństwo, spowodowały, iż państwa nie tylko zaczęły się zbroić. Zaczęły się też zastanawiać, czy w przyszłości Waszyngton nie będzie uzależniał utrzymania swego parasola nuklearnego od bieżących interesów politycznych. Do atomowej gry włączyła się Wielka Brytania oraz Francja, czyli jedyne europejskie państwa, posiadające własne siły jądrowe. 1 marca francuskie Ministerstwo Obrony opublikowało dokument, w którym przypomniało, że „francuskie odstraszanie nuklearne, samo w sobie, jest czynnikiem decydującym o bezpieczeństwie Europy”.
„Francja nie postrzega swoich żywotnych interesów jako ściśle ograniczonych do terytorium kraju, lecz uważa, że rozciągają się one na Europę(…). Choć francuskie środki odstraszające służą ochronie naszych żywotnych interesów, granice tych interesów są z konieczności nieostre(…). Francja żyje w sieci interesów, która wykracza poza jej granice” – czytamy w dokumencie.
We francuskiej doktrynie użycia broni jądrowej kluczowa jest „niejasność” interesów Paryża. Wszystko zaś po to, by ewentualny przeciwnik nie był w stanie ostatecznie ocenić, kiedy narusza francuskie interesy, a kiedy nie. Jak przyznaje francuski rząd, sformułowania takie mają na celu „skomplikowanie kalkulacji potencjalnego agresora”.
Niemcy są już chętni do pracy nad europejską bronią jądrową
Już przed 6 laty Francja zwróciła się do europejskich państw, by wzięły udział we wspólnych ćwiczeniach sił odstraszania i wezwała do rozpoczęcia rozmów o europejskiej doktrynie nuklearnej. Paryż nie doczekał się jednak odpowiedzi. Dopiero w 2025 r., gdy w Waszyngtonie rozgościł się Donald Trump, otwartość na nuklearną współpracę wyrazili Brytyjczycy. W lipcu 2025 roku Emmanuel Macron i Keir Starmer podpisali Deklarację z Northwood, aby jeszcze bardziej skoordynować swoje działania odstraszające w celu lepszej ochrony Europy. Pod koniec 2025 r. brytyjscy oficerowie po raz pierwszy wzięli udział w operacji Poker, czyli symulacji użycia francuskich sił nuklearnych.
Rok później, w lutym 2026 r. do gry włączyły się Niemcy. Podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa kanclerz Merz przyznał, że „trwają wstępne rozmowy nuklearne z Francją i Wielką Brytanią”. Wykluczył jednocześnie, by Niemcy samodzielnie starały się pozyskać własną broń jądrową. Wiatr zmian jednak jest wyczuwalny. Z sondażu przeprowadzonego w grudniu 2025 r. na zlecenie Niemieckiej Rady Stosunków Zagranicznych wynika, iż aż 75 proc. Niemców popiera francusko-niemieckie rozmowy na temat odstraszania nuklearnego. W marcu 2025 r. poparcie dla tej idei wynosiło 54 proc. Zmiana widoczna jest także nad Sekwaną, gdzie 64 proc. Francuzów zgadza się dzielić swym odstraszaniem nuklearnym z Niemcami.
Polska broń jądrowa w zapowiedziach polityków
Także w Polsce rozpoczęła się debata na temat odstraszania nuklearnego. W 2022 r. prezydent Andrzej Duda wspomniał, iż Polska zainteresowana jest udziałem w amerykańskim programie Nuclear Sharing. Ścieżką ta podąża także prezydent Karol Nawrocki. W połowie lutego przyznał on na antenie Polsat News, że jest „wielkim zwolennikiem”, aby Polska przyłączyła się do programu jądrowego. Nie wykluczył, że w przyszłości Polska mogłaby podążać drogą zbudowania własnego potencjału jądrowego.
- Rosja musi być traktowana jako egzystencjalne zagrożenie dla Polski (...) Konsekwencją tej logiki jest udział, wejście do programu nuclear sharing, czy też perspektywa budowy własnych, suwerennych zdolności nuklearnych - potwierdził słowa prezydenta w wywiadzie dla Reuterasa szef BBN, Sławomir Cenckiewicz.
W podobnym tonie wypowiada się francuskie MON. W opublikowanym w niedzielę dokumencie przyznaje, iż jeszcze w maju 2025 r. prezydent Francji przedstawił trzy warunki francuskiej ochrony nuklearnej:
„Francja nie będzie finansować bezpieczeństwa innych, omawiane warunki nie zostaną odjęte od naszych potrzeb, ostateczna decyzja będzie zawsze należeć do Prezydenta Republiki Francuskiej, Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych” – czytamy w dokumencie.
Francuskie atomówki w Polsce? To nie jest fikcja
Czy zatem zaplanowane na wtorkowe popołudnie przemówienie prezydenta Macrona odnośnie przyszłości francuskiego odstraszania może coś zmienić? Chociaż przecieków z prezydenckiego otoczenia nadal brak, to jednak w ocenie ekspertów, możliwe jest rozszerzenie francuskiego parasola na europejskie państwa. Możliwe byłoby to dzięki wykorzystywaniu baz lotniczych w Polsce i Niemczech do organizowania ćwiczeń z udziałem francuskich samolotów Rafale, przystosowanych do przenoszenia broni jądrowej. Maszyny te we wrześniu 2025 r. pojawiły się już w Polsce na lotnisku w Mińsku Mazowieckim. Był to jasny sygnał polityczny po ataku rosyjskich dronów na Polskę.
Francuskie odstraszanie nuklearne opiera się, oprócz komponentu lotniczego, na czterech okrętach podwodnych, wyposażonych w trzy zestawy (po 16 szt. każdy) pocisków M51 o zasięgu ok 10 tys. km. Każdy z tych pocisków przenosić może kilka niezależnie naprowadzanych głowic jądrowych. Emmanuel Macron zapowiedział, że w przyszłości lotnicze siły atomowe rozbudowane zostaną z dwóch do trzech dywizjonów.