W Polsce nie zakończył się jeszcze proces ustalania zasad, na jakich mają być przyjęte pożyczki z unijnego programu Security Action for Europe (SAFE), a Bruksela już szykuje kolejną rewolucję w dziedzinie europejskich zbrojeń. Rozpoczęły się bowiem prace nad zmianą dyrektywy dotyczącej zamówień publicznych w dziedzinie obronności (2009/81/WE). Jak tłumaczy Komisja Europejska, zmiana prawa jest konieczna, aby utworzyć jednolity rynek produktów i usług obronnych.

Wspólne zbrojenia - priorytet dla UE

„Nadrzędnym celem jest zapewnienie państwom członkowskim możliwości szybkiego, opłacalnego i skoordynowanego zakupu sprzętu obronnego i newralgicznego sprzętu bezpieczeństwa przy jednoczesnym wspieraniu odporności i autonomii technologicznej Europejskiej Bazy Technologiczno-Przemysłowej Obrony (EDTIB)” – uzasadnia konieczność zmian KE.

Zapowiedź zmian zawierały już Biała Księga europejskiej obronności oraz przyjęty wiosną 2025 r. unijny program ReaArm Europe/Gotowość 2030. Uruchamiał on nie tylko 150 mld euro na zbrojenia (SAFE), lecz także zapowiadał dalsze kroki. Mają one uprościć obronne zamówienia oraz stworzyć ramy prawne, pozwalające „priorytetowo traktować europejskie przedsiębiorstwa”. W połowie lutego 2026 r. zakończył się proces zbierania opinii do założeń nowej dyrektywy. Wśród ponad 80 ocen znalazły się też opinie amerykańskich instytucji, a głos w sprawie zmian przepisów postanowiły zabrać Departamenty Stanu i Departament Wojny. Amerykanom się nie podoba, że na szczeblu europejskim mogłyby zapadać decyzje na temat zakupów wojskowych, finansowanych przez poszczególne państwa z własnych krajowych budżetów.

Polityka protekcjonistyczna i wykluczająca, która wypycha amerykańskie firmy z rynku, podczas gdy największe europejskie firmy zbrojeniowe nadal czerpią ogromne korzyści z dostępu do rynku w Stanach Zjednoczonych, jest niewłaściwym sposobem działania” – uznał amerykański rząd.

Amerykanie ostrzegają, że przyjęcie tych przepisów skutkowałoby obniżeniem zdolności obronnych NATO i łamałoby handlowe porozumienie między UE a USA z 2025 r. Naruszałoby też dwustronne umowy o wzajemnych zamówieniach obronnych, jakie Waszyngton podpisał z 19 państwami UE. Stany Zjednoczone grożą, że jeśli europejskie regulacje wejdą w życie, USA dokonają przeglądu już podpisanych umów obronnych.

Nowa strategia USA. Waszyngton też chce zarobić

W tym samym czasie Waszyngton również wprowadza nową strategię sprzedaży broni. Światło dzienne ujrzała ona 6 lutego, gdy prezydent Donald Trump podpisał America First Arms Transfer Strategy. Dokument zawiera rozróżnienie rodzajów broni, jakie można będzie sprzedawać poszczególnym sojusznikom, a także priorytety dostaw. Kluczową zmianą ma być podział sojuszników na tych, którzy najwięcej płacą na obronność (5 proc. PKB), inwestują w amerykański przemysł lub wiele znaczą dla amerykańskich planów obronnych. Zamówienia broni z krajów spełniających te warunki traktowane będą priorytetowo. Tym samym USA zrywają z zasadą – kto pierwszy złożył zamówienie, ten pierwszy dostanie sprzęt.

Strategia otwiera przed Polską nowe możliwości, bo może się ona znaleźć w grupie państw traktowanych priorytetowo. Problem jednak w tym, że skoro jako członek UE mamy się skupić na dokonywaniu zamówień w przemyśle europejskim, możemy mieć problem z wykorzystaniem tej szansy. W ocenie Pawła Suskiego z KO, wiceprzewodniczącego sejmowej komisji obrony, mimo iż USA są naszym najbliższym sojusznikiem, nie można przejść obojętnie wobec obecnego podejścia Waszyngtonu do naszego największego wroga – Rosji.

Polska w kleszczach dwóch systemów

– Z tego powodu możliwość utworzenia wspólnych zakupów na terenie Europy, z niezależnością użytkowania, z dostępem do sprzętu, zabezpieczeniem logistycznym i serwisem jest niezbędna. Musimy to osadzić w jakimś akcie prawnym. Nie może być tak, że jesteśmy zintegrowaną Unią Europejską, ze wzmocnieniem art. 5 NATO na terenie UE, bez wspólnego sprzętu – mówi DGP poseł Suski.

Wspiera on kontynuowanie prac nad nowymi europejskimi przepisami podobnie jak niektóre polskie instytucje opiniujące nową dyrektywę. Głos zabrała m.in. spółka Centralny Port Komunikacyjny. Podkreśla ona, iż wspólne zamówienia obronne mogą być cennym narzędziem, jednak „pod warunkiem że pozostaną dobrowolne, uwzględnią asymetrię potrzeb i możliwości państw członkowskich oraz umożliwią elastyczny udział przemysłu krajowego”. Jak zapewnia poseł Suski, o podobne zapisy trzeba będzie zadbać na etapie tworzenia nowych przepisów.

– Jestem przekonany, że założenia dyrektywy zostaną wypracowane tak, by pozostawić dużo szersze pole manewru dla przemysłu rodzimego w danym kraju. Kierunek jest właściwy, tylko trzeba wypracować odpowiednie rozwiązania, które nie będą nas uzależniać w pełni od decyzji Komisji Europejskiej – mówi parlamentarzysta.

Integracja europejskich zamówień obronnych podoba się też byłemu szefowi Biura Bezpieczeństwa Narodowego, generałowi Stanisławowi Koziejowi. Zaznacza on, że Polska powinna się dostosować do zmieniającej się sytuacji geopolitycznej. – Przecież chodzi nam o to, aby Europa stawała się coraz potężniejszym podmiotem strategicznym, a to zależy zarówno od siły militarnej, jak i przemysłowej – mówi generał Koziej. ©℗