Zaufanie do badań opinii publicznej spada. Wiarygodni są bukmacherzy. Oni stawiają na Unię. Im bliżej do referendum w sprawie dalszego członkostwa w Unii Europejskiej, tym wyraźniej sondaże wskazują na rosnące poparcie dla Brexitu.
Reklama
Ale po dwóch poważnych wyborczych wpadkach sondażowni z ostatnich dwóch lat wiadomo, że te dane o niczym nie przesądzają.
Pierwszy szok miał miejsce pod koniec zeszłego tygodnia, gdy według badania ośrodka ORB dla „The Independent” zwolennicy opuszczenia UE mają aż 10-punktową przewagę (55:45) – choć to wynik bez uwzględnienia niezdecydowanych. W poniedziałek wieczorem opublikowano cztery nowe sondaże – dwa przeprowadzone przez ICM dla „Guardiana” (jeden telefoniczny, jeden internetowy) i po jednym przez YouGov dla „The Timesa” oraz ORB dla „Daily Telegraph” i tylko ten ostatni (sporządzony na najmniejszej próbie) wskazuje na przewagę tych, którzy chcą dalszego członkostwa w Unii. Przy czym była ona mniejsza (4 punkty) niż przewaga zwolenników Brexitu w pozostałych (5–7 punktów).
Na dodatek trzy spośród czterech portali wyciągających średnią ze wszystkich sondaży wskazały w poniedziałek, że większość opowie się za wystąpieniem z Unii. Biorąc pod uwagę, że przez pierwsze cztery miesiące tego roku dość wyraźnie prowadziła frakcja opowiadająca się za pozostaniem w UE, a dopiero w maju sondaże zaczęły się zrównywać, widać, że trend się przechyla na stronę eurosceptyków.
Pozostaje jednak pytanie, na ile w ogóle można wierzyć sondażom. Przed zeszłorocznymi wyborami do Izby Gmin żaden z ośrodków badania opinii publicznej nie przewidział, że konserwatyści uzyskają bezwzględną większość. W ostatnich dniach przed głosowaniem wskazywały one na minimalną przewagę partii Davida Camerona i konieczność budowania przez niego koalicji, na to, że konserwatyści i laburzyści dostaną taki sam odsetek głosów, lub wręcz na zwycięstwo Partii Pracy. Faktycznie konserwatyści zdobyli bezwzględną większość, laburzyści zanotowali najgorszy wynik od 28 lat, jeśli chodzi o liczbę miejsc, a brytyjska rada ośrodków sondażowych wszczęła dochodzenie, czemu sondaże były tak przestrzelone.
Podobnie było przed referendum niepodległościowym w Szkocji jesienią 2014 r., choć tam przynajmniej sondaże pokazywały, że większość głosujących opowie się za pozostaniem w składzie Zjednoczonego Królestwa. Ale wydawało się, że różnica będzie minimalna – w ostatnim tygodniu przed referendum przeciwnicy secesji mieli przewagę od 1 do 5 punktów. Skończyło się na ich zwycięstwie różnicą 10,6 punktu. Skoro w zeszłorocznych wyborach i w szkockim referendum mylili się wszyscy, nie sposób uznać, że teraz sondaże którejś z firm są bardziej wiarygodne od innych. Trwa dyskusja na temat metodologii – czy bardziej należy wierzyć tym przeprowadzanym przez telefon, czy przez internet.
W tych pierwszych lepsze wyniki mają zwolennicy pozostania w Unii. Według jednej z teorii to efekt nadreprezentacji w sondażach telefonicznych osób z wyższym wykształceniem, które raczej opowiadają się za dalszym członkostwem. Inna mówi, że w sondażach internetowych jest zawsze wyższy odsetek niezdecydowanych, a te bardziej skłaniają się do status quo, czyli w tym przypadku do pozostania w UE. Dalej – w próbach używanych do badań telefonicznych może wciąż być nadmierna reprezentacja wyborców Partii Pracy, którzy w większości opowiadają się za UE (tak było przed zeszłorocznymi wyborami), zaś w tych badaniach internetowych – zbyt dużo jest zwolenników Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP), ugrupowania jednoznacznie opowiadającego się za Brexitem.
Ale w ostatnim czasie rozbieżność między wynikami jednych i drugich sondaży się zmniejszyła. O ile na początku roku w badaniach telefonicznych zwolennicy pozostania w UE wygrywali nawet kilkunastoma punktami, a w przeprowadzanych w tym samym czasie badaniach internetowych różnica na korzyść którejś ze stron była w granicach błędu statystycznego, o tyle teraz są one bardziej zbliżone. Wobec wątpliwości co do sondaży bardziej wiarygodnym miernikiem nastrojów mogą być kursy zakładów, szczególnie że to bukmacherzy lepiej przewidzieli wynik wyborów w 2015 r. Spośród ponad 20 firm przyjmujących zakłady na referendum wszystkie uważają, że Wielka Brytania z Unii nie wyjdzie. Ale stawki w przypadku postawienia na Brexit spadają, a na pozostanie – rosną.